kup bilety online

Komunikat prasowy

Bóg i człowiek to jedno życie

Przystępny byłem dla tych, co o Mnie nie dbali, tym, którzy Mnie nie szukali, dałem się znaleźć.

Izajasz, 65, 1

 

Na pytanie o to, czy istnieje Bóg, prawda, rzeczywistość, jakkolwiek zechcecie nazwać problem, który was dręczy nie udzielą wam odpowiedzi ani księgi, ani kapłani, ani filozofowie czy zbawiciele. Oprócz was samych nikt i nic nie odpowie wam na to pytanie, dlatego też musicie poznać siebie. Niedojrzałość polega jedynie na zupełnej nieznajomości siebie.

Zrozumienie samego siebie jest początkiem mądrości.

Jiddu Krishnamurti

 

Jeszajahu Leibowic, izraelski myśliciel, profesor chemii organicznej, biochemii i neurofizjologii, w książce Pięć Ksiąg Wiary poddaje głębokiej analizie postawę człowieka wobec Boga. Według Leibowica może ona przybierać dwie postaci: wiarę bezinteresowną (teocentryzm) i wiarę interesowną (antropocentryzm). Przeprowadza czytelnika przez pięć ksiąg Mojżesza, zwanych Torą. Słowo to pochodzi od hebrajskiego słowa hoora oznaczającego boską instrukcję. Tora nie jest Prawem, jak się czasami błędnie mówi, ale przewodnikiem przez życie mówiącym Żydom, jak mają postępować, by żyć jak ludzie. Tora nie jest zatem książką jak każda inna w domowej biblioteczce, jest (przynajmniej powinna być) przedmiotem studiów przez całe życie, którego sama jest odzwierciedleniem. W Torze znajduje się 613 przykazań (micwot) składających się z 248 nakazów (micwot ase) i 365 zakazów (micwot lo taase). Tyle o Księdze Ksiąg, a teraz wróćmy do Leibowica.

Autor przywołanego na początku traktatu, spisanego na prawie stu stronach, istotę swej myśli wyraża w historii ze swojego życia, którą przywołuje na samym końcu. Przytoczę ją w całości. „Jakiś czas temu pewna bardzo inteligentna kobieta opowiedziała mi, w jaki sposób doszło do tego, iż stała się osobą religijną. Otóż jej najmłodszy syn zapadł na ciężką chorobę i lekarze prawie już stracili nadzieję na uratowanie mu życia. A ona modliła się [do Boga] o uzdrowienie i dziecko wyzdrowiało. »Uwierzyłam, kiedy moje dziecko z bożą pomocą wyzdrowiało« – powiedziała. Ja zaś poinformowałem ją, iż znam matkę, której syn chorował i z bożą pomocą zmarł. Kobieta zamyśliła się nad moimi słowami, po czym rzekła: »Dziękuję ci, że otworzyłeś mi oczy, abym ujrzała prawdziwy sens wiary«.

I to jest wiara »bezinteresowna«” – skonkludował subtelnie myśliciel Leibowic. Kilkadziesiąt lat wcześniej Simone Weil, francusko-żydowska filozofka, mistyczka, dla której chrześcijaństwo było inspiracją, ale nigdy formalnie chrześcijaństwa nie przyjęła, zapisała: „Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w prawdziwej wierze: w tym sensie ateizm jest oczyszczeniem. Z dwóch ludzi, którzy nie mają doznania Boga, ten, który przeczy jego istnieniu, jest być może najbliżej Boga”. I jeszcze dodaje: „Degraduje się tajemnice wiary, czyniąc z nich przedmiot afirmacji czy negacji, podczas gdy powinny być one przedmiotem kontemplacji”.

Wróćmy jeszcze raz do Leibowica. Autor traktatu o wierze prawie w ogóle nie wspomina w nim o Bogu, gdyż, powiada, o Bogu można tak naprawdę powiedzieć tylko jedno, że „jest”, więc możemy co najwyżej posiłkować się tautologią, że Bóg jest Bogiem. Niczego ponad to nie jesteśmy w stanie się o Nim dowiedzieć. Wszystko co ponad to o Bogu człowiek mówi pochodzi z rzeczywistości spoza wiary, jest jedynie produktem jego ograniczonego umysłu, wyobrażeń, obaw i oczekiwań. Ten koncept jest obecny we wszystkich religiach Abrahamowych (judaizm, chrześcijaństwo, islam) i nazywamy go apofatycznym (od greckiego apophasis – negacja), czyli negatywnym. Można zatem powiedzieć, że wszelki dyskurs na temat Boga ma cechy antropomorficzne, jest na miarę umysłu dyskutujących, i jest to prawda tak w odniesieniu do osoby, która jest przekonana o istnieniu Boga, jak i do osoby, która jest przekonana o Boga nieistnieniu.

Apofatycy wszystkich religii są zgodni, że Boga nie da się u-rzeczowić ani nawet u-pojęciowić. Można go doświadczyć albo nie doświadczyć, można się dać Bogu uchwycić albo nie, lecz Bóg sam nie daje się uchwycić w żadne słowo, pojęcie, definicję. Wiara jest przede wszystkim doświadczeniem. Doświadczeniem jedności Boga i człowieka.

„Kiedy nauczam, zazwyczaj mówię o oderwaniu, i że człowiek powinien być wolny od siebie i wszystkich rzeczy; po drugie, że człowiek powinien zostać ponownie ukształtowany w to proste dobro, jakim jest Bóg; po trzecie, że powinien rozmyślać nad wielką szlachetnością, jaką Bóg przyozdobił jego duszę, aby w ten sposób mógł ponownie zadziwić się nad Bogiem; po czwarte, o czystości boskiej natury, gdyż jasność boskiej natury wykracza poza słowa. Bóg jest słowem, słowem niewypowiedzianym” – głosił w XIII wieku wielki chrześcijański mistyk Mistrz Eckhart, czyli Eckhart von Hochheim, dominikanin, filozof i teolog z Nadrenii.

Chciałbym podzielić się osobistą historią, już opisaną przeze mnie, między innymi we wstępie do książki niekonwencjonalnego nauczyciela buddyjskiego Brada Warnera pod tytułem Bóg nie istnieje i jest zawsze z tobą.

Od wielu lat staram się być w obozie w Auschwitz przynajmniej raz w roku. Jeżdżę tam także po to, by stracić wiarę – zbudowaną przez poprzednie miesiące na różnych lękach, słabościach i ograniczeniach, życzeniach i potrzebach, złudzeniach i marzeniach, pewnych swego osądach i zdecydowanych na wszystko wartościach, jasnych celach, przejrzystych drogach ich osiągnięcia. Po przejściu od rampy, na której dokonywano selekcji (jedni do komory gazowej od razu, inni nieco później – po zabiciu głodem, chorobą, wycieńczeniem lub strzałem w tył głowy), skończywszy na tzw. dołach, w które Niemcy wsypali prochy kilkuset tysięcy ludzi. Zatrzymuję się przy tym miejscu. Stoję, patrzę. Oddycham. Po pewnej chwili staję się wewnętrznie nagi, ogołocony, pusty, pokonany, skruszony. Bezbronny, albo raczej rozbrojony z wszelkich złudzeń.

Wracam do swojego świata z jednym prostym „nie wiem”.  Z pokorą rozpoczynam wędrówkę od początku, by wkrótce znów zaplątać się w sidła swojego umysłu. I tak jest od lat, i pewnie tak będzie przez wszystkie następne lata, które mi pozostały. Moje doświadczenie z Auschwitz to doznanie obcości, nieadekwatności, oszołomienie samotnością, przerwanie komunikacji, każdej komunikacji. To poczucie oddzielenia, rozłączenia, ale także wejście w niewyrażalne i niewypowiedzialne. Nie potrzebuję żadnych słów, bo też żadne przydatne „tutaj i teraz” słowa nie istnieją. Jest tylko cisza. Moja wiara staje się dojmującym odczuciem braku, poczuciem zerwania więzi, bolesną nicością.

A potem, potem ta cisza „się” zagłusza, ból uśmierza, zerwane więzi stają się jakby zesztukowane, pocerowane łatą na łacie.

Po porwaniu i zamordowaniu trzech izraelskich studentów w czerwcu 2014 roku rabin Nathan Lopes Cardozo, nazywany „ambasadorem sumienia”, napisał do Boga list otwarty. Napisał przejmująco, otwarcie, słowami pełnymi bólu i sprzeciwu. Słowami prosto z serca pytał w nim, jak mogło dojść do tej tragedii w Jego obecności. Przyznał, że niełatwo mu to wszystko pojąć i coraz trudniej żyć pośród pytań, na które nie zna odpowiedzi. Jednak nie przestaje ich zadawać.

„Tak naprawdę niczego dobrze nie wiemy. Nie wiemy, kim jesteś i dlaczego stworzyłeś świat. Nie mamy pojęcia, dlaczego potrzebujesz naszego istnienia. Nie jesteś Kimś, nie jesteś Czymś, nie jesteś jakimś Kiedyś. Świat, który nas otacza, włącznie z czarnymi dziurami, niemowlęcymi wszechświatami i milionami gwiazd, tylko wskazuje na jedno wielkie misterium magnum. W takim razie jakżeż możemy rzucać Tobie wyzwanie, pytając o sens ludzkich tragedii, holokaustów, trzęsień ziemi i tylu innych nieszczęść? Czyż nie powiedziałeś Hiobowi »Gdzieś był, gdym ziemię zakładał? Powiedz, jeżeli masz mądrość« (38,4)”.

„Zazdroszczę ateiście, który nie musi zmagać się z tym problemem. Twoja całkowita Inność nie sprawia mu kłopotu. On ją po prostu całkowicie pomija. Nie musi znosić straszliwego napięcia pomiędzy tym, jakim chciałbym Ciebie widzieć, a Tym, kim naprawdę jesteś. Nie mogę sobie pozwolić na taki luksus. Podczas gdy on wybiera ucieczkę od problemu, ja muszę stawiać mu czoło. Wiem, że cuda, które czynisz, są dużo, dużo większe niż Twoje tragedie. Wiem dobrze, że cały czas żyję z mocy Twego nieustającego miłosierdzia i dziwię się bardzo, że trzęsień ziemi czy ataków terrorystycznych nie doświadczamy na co dzień. Majestat całego stworzenia jest zbyt wielki, by pozwolił nam przeczyć Twemu istnieniu. Toteż nadal będę wierzył w Ciebie, choć nie ukrywam, że emocjonalnie będzie to z mojej strony wyczyn wymagający ogromnego wysiłku. Bo jak żyć z Kimś, kto nieraz zadaje gwałt wszystkiemu, co moje ograniczone myśli i uczucia są w stanie zrozumieć i wyrazić. O, jakże cudownie byłoby być ateistą! I jakie szczęście, że ta możliwość nie została mi dana” – pisze rabin Cardozo.

Kilka lat temu George Barna w jednym ze swoich projektów badawczych zapytał Amerykanów o to, jakie pytanie – jedno pytanie! – zadaliby Bogu, gdyby to było możliwe. Najczęściej pojawiającym się było: Dlaczego jest tak wiele bólu i cierpienia? Przewija się ono również wśród pytań, które po śmierci ukochanej żony zadawał Bogu „apostoł sceptyków” Clive Staples Lewis, twórca Opowieści z Narnii i autor przejmującego Smutku.

„Wierzę w istnienie Boga. Jednocześnie jest we mnie otwarty żal na niektóre sprawy obecne na świecie, który On stworzył” – mówi w jednym z wywiadów kultowy tekściarz i wokalista młodego pokolenia Hubert „Spięty” Dobaczewski. „Spięty” nie obawia się zadawać Bogu trudnych pytań i mieć wątpliwości, w swoich tekstach boksuje się, bierze za bary z Bogiem, wobec którego, jak sam o sobie mówi, jest „za krótki”.

Otwarty żal... Ileż go było w słowach mojego znajomego, stuletniego Żyda, którego zapytałem kiedyś, czy wierzy w Boga. W Zagładzie stracił całą rodzinę. „Nie!!!” – odkrzyknął – „Nigdy Mu nie wybaczę śmierci mojej pięcioletniej siostrzyczki. Matka z babką pobiegły modlić się do synagogi o cud, a ona w tym czasie umierała – sama, opuszczona. Nigdy Mu tego nie wybaczę”.

Niekonwencjonalny rabin Rami Shapiro z USA, którego miałem zaszczyt gościć w Kielcach, próbował kiedyś zgłębić wiersz Ja i Ty wielkiego filozofa żydowskiego, rabina Abrahama Heschela, który w Stanach Zjednoczonych darzony jest takim szacunkiem, jakim otacza się świętych. Wiersz pochodzi z tomu Der Szem Hameforasz: mensz, co po polsku znaczy „Niewypowiedziane Imię Boga: Człowiek”. Swoją analizę rabin Rami kończy konkluzją: „Wsłuchując się w ludzkie łzy i porady, Bóg etycznie dojrzewa. Tak samo człowiek dojrzewa duchowo, gdy wsłuchuje się w potrzeby i cierpienie Boga. Bóg i człowiek to jedno życie, widziane z dwóch perspektyw: nieskończoności i skończoności. To dlatego Szem Hameforasz, najbardziej niezwykłym imieniem Boga jest mensz, człowiek”.

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni