kup bilety online

Komunikat prasowy

Gdzieś indziej będziemy ludźmi

Marzena Dobosz, Czasopismo - miasteczko poznan

W głuchej ciszy widzowie wpatrują się w czarno-białą twarz krystyny Jandy widoczną na półprzezroczystym ekranie rozpostartym niczym kurtyna przed sceną. Wstrzymują oddech podczas monologu aktorki, by ze ściśniętych gardeł nie wyrwał się szloch. Nadaremnie jednak, pod koniec spektaklu nikt już nie ukrywa łez… Zapiski z wygnania sabiny Baral wyreżyserowane przez Magdę umer w teatrze Polonia w Warszawie to
wspomnienia kobiety, która w 1968 roku wraz z kilkoma tysiącami innych Żydów została wypędzona z Polski. Gorzkie wspomnienia.

Ubrana na czarno Krystyna Janda stoi w głębi sceny przy mikrofonie oświetlona jedynie punktowym reflektorem. Po lewej stronie wysoki stolik barowy, przy którym w chwilach przerwy zapala papierosa. Z prawej, nieco z boku muzycy, którzy akompaniują aktorce, kiedy przywołuje fragmenty piosenek i wierszy z epoki, z tamtych lat (Tuwima, Osieckiej, Młynarskiego, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej…). Postać bohaterki widoczna jest jak za szybą, oddzielona od widowni ekranem, na którym jej twarz w ogromnym powiększeniu zdaje się zapisem z kamery przemysłowej (nagraniem z przesłuchania?). Początkowo można by myśleć – oto stoi przed audytorium jakaś nasza Elizabeth Costello (bohaterka powieści Coetzeego) w jednym ze swoich słynnych szokujących wystąpień w obronie literatury… Ale nie, to nie wykład. To raczej
zeznanie przed komisją do badania przeszłych win.
Krystyna Janda słowami Sabiny Baral opowiada o życiu, które w 1968 roku rozpadło się na dwoje: na życie w kraju i życie na emigracji. Piękna smutna kobieta niemal beznamiętnie zdaje relację z wygnania z ojczyzny tysięcy obywateli Polski. Nie mówi o wyjeździe na Zachód, nie nazywa tego „wyjściem”, tak jak Mikołaj Grynberg w swojej Księdze wyjścia. Janda-Baral mówi o haniebnym wypędzeniu pozostałych przy życiu ocalonych, ludzi, „którzy ledwie przeżyli niedawny Holokaust”, tych „szczęściarzy – nieszczęściarzy”, którzy po wojennej gehennie „jeszcze raz zdecydowali, że Polska to jest ich kraj”. A byli wśród nich „żydowscy Żydzi, żyjący żydowskim życiem. Byli polscy Żydzi – ci wierzyli, że można bezkonfliktowo być równocześnie Żydem i Polakiem”.
Wielu ukrywało swoje żydowskie pochodzenie – z konieczności, ze strachu, tak było łatwiej… W 1968 roku ich żydostwo wywleczono na jaw „jako najbardziej haniebną tajemnicę”. Twórczynie spektaklu odtwarzają tę atmosferę nienawiści i pogardy w poetyckich obrazach, które pomagają nazwać to, czego nie sposób zrozumieć, tak jak wstrząsający wiersz Jeszcze Wisławy Szymborskiej z tomu Wołanie do Yeti wydanego w 1957 roku: „Syn niech imię słowiańskie ma, / bo tu liczą włosy na głowie, / bo tu dzielą dobro od zła / wedle imion i kroju powiek”.
W 1968 roku zdziesiątkowane żydowskie rodziny cudem – i często nieprawdopodobnym wysiłkiem ludzi dobrej woli – ocalałe z Zagłady Polska wyrzuciła. Najpierw jednak kazała im znosić niekończące się upokorzenia, przy których kamienie rzucane w stronę dzieciaków idących w niedzielę do szkoły to było nic. Zmasowana nagonka, propagandowa agresja i naciski, żeby opuścić kraj, szykany, wyrzucanie z pracy, ze studiów, podsycanie atmosfery niechęci, wzbudzanie strachu, przywoływanie wojennych lęków – trudno to wytrzymać. Janda-Baral zeznaje przed komisją do badania zbrodni przeciwko ludzkości, mówi, że Polska ich osądziła i skazała. Skazała za niezawinione grzechy. W końcu więc podaniem o pozwolenie na opuszczenie kraju „syjoniści” polscy przyznawali się do winy – wedle absurdalnej logiki, że skoro chcieli uciec, muszą być winni.
Nikogo nie obchodziło, dlaczego uciekają. Nikogo nie obchodziło, że muszą uciekać, żeby się chronić. Aktorka łamiącym się głosem zeznaje: „Nikt się za nami nie ujął”.
Tłumiąc szloch bohaterka opisuje tamte pożegnania słowami Wojciecha Młynarskiego:
„Pozostały na peronie / Nasze zaciśnięte
dłonie / I ten szept: bywaj zdrów, napisz list”.

Patrzymy na smutną twarz Krystyny Jandy, z widoczną pionową zmarszczką pomiędzy brwiami, i odbieramy razem z nią kolejne życiowe lekcje emigrantki z przymusu: jak i od czego (a przede wszystkim: z czym?) zacząć w nowym miejscu, skoro nie pozwalano niczego zabrać ze sobą: 
żadnych pieniędzy, żadnych dokumentów, rękopisów, zdjęć…
Dwoje starych ludzi wyjeżdża z kotem, którego nie mogli zostawić (lekcja odpowiedzialności i zaufania), inni jadą z trumną, w której spoczywa ich zmarła córka. Ceną wygnania są niewyobrażalne ludzkie dramaty – rozdzielone rodziny, rozdarte serca, wykorzenienie, brak perspektyw (dla wielu to już kolejny raz), pracy (zwykle niemożność pracowania w swoim zawodzie), a dla niektórych śmierć pod kołami pociągu na rzymskim Termini… I pytanie: „Ile cierpienia można znieść, zanim się nie oszaleje?”.
Ostatnią lekcją, którą odbiera Sabina Baral, jest lekcja tożsamości: nie chce być emigrantką, ale nie pozostawiono jej wyboru. Jej tożsamość zatem będzie odtąd zależeć od niej: „To, kim jestem i gdzie przynależę, zależy od punktu widzenia”. A przecież, jak sama przyznaje, w tamtych czasach nie myślała o Tuwimowym:
„Jestem Polakiem, bo tak mi się podoba”, przyświecało jej raczej
jego: „Całujcie mnie wszyscy w dupę”…

Sabina Baral, a z nią czy raczej za nią – Krystyna Janda, mówi o tym, że w 1968 roku cierpieli zwłaszcza ci, którym cudem udało
się przeżyć wojenną gehennę i którzy postanowili wrócić do domu, do Polski. A teraz, żeby móc normalnie żyć, muszą żyć gdzieś indziej. Gdzieś indziej być ludźmi. Te przejmujące słowa przywołują natychmiast wstrząsającą relację jednego z bohaterów Rejwachu Mikołaja Grynberga, który opowiada po latach synowi o jego babce i mówi, że popełniła samobójstwo, bo nie mogła żyć po tym, czego doświadczyła. „Nie mogła przestać myśleć o całej swojej rodzinie, którą ostatni raz widziała w getcie”. A na zdumione pytanie syna o to, co oni tam robili, odpowiada: „Oni tam byli Żydami”.

Spektakl Zapiski z wygnania w reżyserii Magdy Umer został zakwalifikowany do finału 24. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej, organizowanego przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego. Przedstawienie znalazło się w finale pośród 13 innych spektakli. Finał konkursu jest planowany na 29 czerwca 2018.

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni