kup bilety online

Prasa o nas

Czy o seksie boimy się rozmawiać – rozmowa z Natalią Berardinelli i Kamilem Maćkowiakiem

Jak to jest, że wciąż mamy tematy tabu? Dlaczego boimy się o pewnych sprawach rozmawiać? I dlaczego słowo seks w niektórych budzi zawstydzenie? Tym spektaklem może zmienić się wiele, a granica naszego tabu po prostu się przesunąć. Wszystko dlatego, że w  najnowszym spektaklu Teatru Polonia Mój pierwszy raz w reżyserii Krystyny Jandy to właśnie ze sceny usłyszymy jaki to bywa ten pierwszy raz.
 
Agnieszka Kobroń: Czy macie jakieś tematy tabu? Tematy, o których wstydzicie się rozmawiać?
Kamil Maćkowiak: Muszę przyznać, że nad tematem tabu zacząłem się zastanawiać dopiero przy okazji prób do spektaklu Mój pierwszy raz w reżyserii Krystyny Jandy. Jak sama nazwa wskazuje – będziemy mówić dużo, a nawet bardzo dużo, o seksie i właśnie to spowodowało, że zacząłem definiować swoją granicę tabu. Co się okazało? Odkąd pamiętam określałem siebie jako osobę bezpruderyjną, otwartą, potrafiącą nawet szokować swoją szczerością, a na próbach zdarzyło mi się parę razy być zawstydzonym śmiałością tekstu, śmiałością wyznań ludzi, których historie opowiadamy.
Natalia Berardinelli: Na pewno są takie tematy, które wpisują się w tabu i teraz jak się na tym zastanowić, to nawet jeśli one dla mnie istnieją to nie będę o nich rozmawiać, bo są w tej strefie intymnej. Ale generalnie nie mam problemu z otwartością i rozmawianiem o wielu sprawach, na przykład na temat seksu.
 
To w takim razie jak to jest z tym seksem, łatwo jest wam mówić o nim na scenie?
NB: Nie opowiadamy swoich historii, wchodzimy w role, a co za tym idzie - nie dotykamy żadnej ze swoich stref tabu tylko przemawiamy głosami innych. Trochę ten temat od siebie oddalamy. Ale szczerze muszę powiedzieć, że jeszcze się nie zastanawiałam jak to będzie w zderzeniu z publicznością… Kamil wspomniał o śmiałości tekstu w spektaklu Mój pierwszy raz, ale mnie ten tekst jakoś mocno nie zawstydził.
KM: Moja praca nad tym spektaklem zaczęła się trochę później, więc mam też inną perspektywę. Miałem to szczęście zobaczyć z boku bezpruderyjność waszego grania czy całej koncepcji. I to nawet nie chodziło o to, że te historie są mocne, bo nie do końca tak jest, ale ten spektakl jest bardzo śmiały. A my, jako społeczeństwo przecież wciąż jesteśmy wychowywani w takim tabu. I tu jest ta różnica, możemy różnie na ten spektakl reagować. Jak już wspomniałem, zawsze mi się wydawało,, że jestem totalnie otwarty, a okazało się, że jak coś takiego dostałem ze sceny, to pomyślałem, że takich historii to ja jeszcze nie słyszałem.
 
Teraz wychodzi na to, że nie do końca sprawdza się to, o czym mówiliście w pierwszym pytaniu, bo Kamil okazuje się być bardziej zawstydzony niż Natalia.
NB: Sam pomysł na zrobienie czegoś takiego, przełamanie barier i tabu jest naprawdę dobry, przecież to jest normalna sprawa. A pierwszy raz dotyczy w zasadzie wszystkich. Kamil trochę inaczej to wszystko odbiera, bo on nas zobaczył już na scenie, jak gramy. My zaś straciliśmy do tego dystans, nie widzimy siebie z boku tylko cały czas jesteśmy w procesie.

Zastanawiałam się też nad tym, czy wasz spektakl nie będzie szokować, bo gdzieś społecznie jest taka umowna granica, że ludzie wstydzą się o seksie rozmawiać.
KM: Tylko pamiętajmy, że to wynika z wielu elementów kulturowych, naszego wychowania, od religijności przez wstyd naszych rodziców, którzy byli wychowywani w innym pokoleniu. Wtedy seks nie zajmował ich w kategoriach rozmów czy też anegdot. Nawet teraz jak rozmawiam z moim tatą to dla niego nadal jest to sfera absolutnie chroniona. A dla nas już tak nie jest, my wręcz o seksie lubimy rozmawiać. Jesteśmy na trochę innym poziomie niż nasi rodzice. I patrząc na te dwa odmienne spojrzenia powinniśmy na początku tej rozmowy zadać pytanie, czym tabu jest? Wstydem czy intymnością? I czy granice tego tabu określamy przez swoje poczucie intymności?
 
W jednej ze swoich wypowiedzi odnośnie spektaklu Krystyna Janda powiedziała, że dla części widzów będzie on nie do przyjęcia - zgadzacie się z tym?
NB: Często jest tak, że ludzie po prostu nie chcą tego tabu dotykać i wtedy faktycznie ten spektakl nie będzie dla wszystkich.
KM: Każdy teatr ma swojego odbiorcę i może to jest kwestia takiego ewentualnego prognozowania czy publiczność Teatru Polonia jest w stu procentach gotowa przyjąć ten temat. Tę bezpruderyjność. Tę konwencję, która będzie dość specyficzna. Tylko pamiętajmy, że w teatrze zawsze jest to ryzyko czy widz chce słuchać o danym temacie czy nie, nieważne jakie kwestie byłyby poruszane. Chodzi po prostu o otwartość i gotowość widza na wysłuchanie tematu, który jest dla niego szokujący. Osobiście wydaje mi się, że jeśli widz się na ten spektakl otworzy, to naprawdę go polubi. Że niektórzy usłyszą te nasze historie z jakiejś perspektywy, odległej dla siebie, i się po prostu uśmiechną.
 
Powiedzieliście, że opowiadacie kilka historii, mam rozumieć, że gracie kilku bohaterów w tym spektaklu?
KM: My tak naprawdę nie jesteśmy w ogóle bohaterami w tym spektaklu, my raczej jesteśmy takimi performerami, którzy opowiadają bardzo wiele historii. To jest jednak spektakl inspirowany portalem myfirsttime.com i autentycznymi historiami pochodzącymi z tej strony, dlatego to jest całe spektrum osobowości oraz tematów. Jedne są długimi opowieściami, inne zaledwie krótkimi fragmentami, więc mamy dość specyficzne zadania w tym spektaklu. Nie do końca budujemy role. Budujemy historie, budujemy zespołową pracę, atmosferę, klimat. Natomiast nie mamy stricte określonych postaci.

Mówicie o tych wszystkich specyficznych rzeczach w spektaklu, to może zapytam, jak całej obsadzie pracowało się nad tym spektaklem, jak udało wam się zgrać, skoro jesteście performerami?
NB: Tutaj, mimo wszystko jest bardzo dużo zespołowości, strzelamy do jednej bramki. Udało nam się zgrać, bo też bardzo się lubimy. Ten spektakl w dużej mierze na tym polega, że cały czas jesteśmy na scenie razem.
KM: To jest oczywiste, że teatr jest pracą zespołową jeśli obsada nie jest jednoosobowa, ale tutaj jest wyjątkowo. Tutaj jesteśmy nie tylko zespołem, ale w niektórych scenach nawet jednym organizmem, który czasami opowiada tę samą historię, prowadzi ją i przefiltrowuje przez czterech aktorów. I wtedy musimy prowadzić jedną myśl, musimy być bardzo czujni na siebie i swoje zachowania.
NB: A ja jeszcze raz podkreślę, że bardzo się lubimy, a to też jest bardzo ważne, zwłaszcza na takim materiale i jeśli coś by nie grało, to myślę, że ten spektakl nie byłby ani interesujący ani w żaden sposób pociągający czy intrygujący.
 
To teraz musicie mi powiedzieć o swoim scenicznym pierwszym razie
NB: Kiedy to było…
KM: Ale takim pierwszy profesjonalnym?
NB: To może ja zacznę? Mój pierwszy profesjonalny raz był już w szkole podstawowej. Pracowałam wtedy w musicalu w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Grałam biedne dziecko. I zagraliśmy to chyba ze sto razy. To było świetne przeżycie, miałam wtedy dwanaście czy trzynaście lat i w zasadzie wychowałam się na tych musicalach, bo potem, kiedy już wyrosłam i nie mogłam grać w tych dziecięcych spektaklach to i tak zawsze w tym teatrze siedziałam i oglądałam po kilkanaście razy te musicale z widowni.
KM: Ja miałem kilka tych pierwszych razów. Pierwszy zaliczyłem też jako dziecko, byłem w szkole baletowej i wystąpiłem w Operze Bałtyckiej w Dziadku do orzechów. Grałem pastuszka. Kolejny pierwszy raz wydarzył się na drugim roku studiów, wszedłem w zastępstwo w spektaklu Zdziczenie obyczajów pośmiertnych i to od razy była główna rola. Po dwóch próbach wyszedłem na scenę, grałem wierszem i to jeszcze ze swoimi profesorami. Pamiętam, że niewiele z tego zapamiętałem, jedynie moją mamę, która powiedziała mi, że bardzo się spociłem (śmiech).

Z tego, co udało mi się dowiedzieć, to ty Natalio też po raz pierwszy grasz w spektaklu pani Krystyny Jandy.
NB: To prawda, ale powiem szczerze, że zawsze o tym marzyłam. Chciałam zagrać u pani Krystyny i to było jedno z takich pragnień, które wydawało się całkowicie niemożliwe. Ta praca jest dla mnie bardzo ważna, zresztą wydaje mi się, że każdy z nas pracując z panią Krystyną może się od niej bardzo wiele nauczyć, bo ona jest doskonałą aktorką i reżyserką, z ogromnym doświadczeniem. Dla mnie jedyną taką prawdziwą gwiazdą. Więc ta praca jest bardzo inspirująca, ale też trudna i stresująca, bo jest coś takiego, że nie chce się zawieść pani Krystyny. Każdy z nas chce zbliżyć się do jej oczekiwań.
 
Kamilu, ty z panią Krystyną już współpracowałeś, jak to wygląda z twojej perspektywy?
KM: Po pierwsze, podpisuje się pod wszystkim, co powiedziała Natalia. Reżyserzy często wchodzą na scenę i coś pokazują, ale jeśli robi to pani Krystyna to po prostu patrzymy na to z zachwytem, ona potrafi nas zainspirować i to jest zupełnie inna praca. Ja nie chcę niczego wartościować, ale bardzo bliskie jest mi to, co robi pani Krystyna. Ona uruchamia nas aktorsko, daje uwagi które są dla mnie osobiście drogowskazem, a poza tym ona jest moim autorytetem. Zresztą, zanim poszedłem do szkoły teatralnej, to wcisnąłem się do garderoby Teatru Powszechnego przed spektaklem Maria Callas i przez półtorej godziny recytowałem teksty. Pamiętam, że ona paliła papierosy i tak na mnie patrzyła, po czym na końcu powiedziała: nadajesz się na aktora, bo jesteś wysoki. I tyle, nic o mojej recytacji, o tym, czy dobrze intonuje. Nic. I oczywiście jej słowa były trochę przepowiednią, bo za pierwszym razem się nie dostałem. Ale kiedy z kimś takim spotykasz się w pracy po latach, to naprawdę nie chce się zawieść, bardziej się przeżywa każdą uwagę, jest się bardziej wyczulonym na wszystkie reakcje. Ale nie powiem, fantastycznie jest mieć taki wzorzec i móc z nim pracować.

Natalio, a ty nie chciałaś się wbijać do garderoby pani Krystyny?
NB: Chyba bym się nie odważyła.
KM: Ja to zrobiłem, bo miałem totalną obsesję na jej punkcie. Nie to, że teraz nie mam, ale już trochę na innym poziomie, wydoroślałem.
NB: I teraz chęć zdobycia trochę doświadczenia od pani Krystyny jest czymś niezwykle cennym.
 
A nie udało ci się spotkać z panią Krystyną kiedy grałaś swój dyplomowy spektakl na scenie Teatru Polonia?
NB: Wtedy nam się drogi nie skrzyżowały.
KM: Tu miałaś swój spektakl dyplomowy, co to było?
NB: Nicland w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz i Rafała Mohra. Ale to już bardzo, bardzo dawno temu. Pamiętam jedynie, że graliśmy na małej scenie.
KM: Uwielbiam tę scenę. Zresztą ja w ogóle bardzo lubię małe sceny, bo robiąc spektakl pod mniejszą widownię inaczej się myśli. Jest bardziej intymnie. Natomiast na dużą scenę trzeba mieć pomysł, co nie zawsze dobrze gra, a w tych kameralnych przestrzeniach wszystko, co gramy jest bardziej wiarygodne, bliskie, bardziej łapie widza za serce.
 
Nie wydaje wam się, że spektakl Mój pierwszy raz lepiej by się odnalazł na małej scenie?
NB: Zdecydowanie nie, ale dlaczego, to już widz musi sam zobaczyć.
KM: Zgadzam się, nie możemy za wiele na ten temat powiedzieć, ale na scenie się będzie dużo działo i te elementy wymagają większej przestrzeni. To konwencja ustawi cały temat i cały spektakl.

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni