kup bilety online

Komunikat prasowy

"Żeby nie było śladów". Sprawa Grzegorza Przemyka. Teatr Polonia

Rafał Siemko, www.terazteatr.pl

12 maja 1983 roku Grzegorz Przemyk z kolegami świętował zdanie egzaminów maturalnych. Zatrzymany przez milicjantów na Starym Mieście, został ciężko pobity na jednym ze stołecznych komisariatów. Otrzymał kilkadziesiąt uderzeń pałkami milicyjnymi w plecy i kilkanaście ciosów pięściami i kopnięć w brzuch. „Bijcie tak, żeby nie było śladów” – to upiorne polecenie wydał dyżurny swoim podwładnym. Dwa dni później chłopiec zmarł wskutek obrażeń wewnętrznych. 

Do drzwi mieszkania, w którym mieszkają Grzegorz oraz jego matka puka Cezary, przyjaciel rodziny. Koledzy umówili się, by uczcić dobrze zdaną maturę. Przed nimi egzaminy ustne i studia. Ale teraz mają kilka dni luzu. Chwilę później przychodzi też wieloletni kolega Przemyka, Igor. Po wyjściu z domu, pod blokiem spotykają Piotrka, który uczył Grzegorza gry na gitarze. Nie dał się zbyt długo przekonywać, aby udał się z nimi na Stare Miasto. Tam właśnie oblewają maturę koledzy z klasy chłopaka.

Mniej więcej w tym samym czasie szeregowy Ireneusz K. z Kompanii Operacyjnej ZOMO rozpoczął służbę na terenie Starego Miasta. Na odprawie dowiedział się, że z uwagi na rocznicę śmierci marszałka Piłsudskiego, zdelegalizowana Solidarność może próbować zorganizować protesty. Dlatego też ZOMO musi być bardzo czujne. K. ma patrolować teren wokół placu Zamkowego, a napotkanych wrogów władzy aresztować.

Całość przedstawienia składa się z wielu krótkich scenek, zmieniających się dosyć dynamicznie. Między jedną a drugą są krótkie przejścia, czasami są to wstawki muzyczne, czasami gra światłem i mrokiem. Muzyka to przede wszystkim rock wczesnych lat osiemdziesiątych – The Cure, Joy Division, Dezerter, Lady Pank. Zachowany jest oczywiście ciąg przyczynowo-skutkowy, jednak nie linearność. Czasami akcja powraca w czasie do przeszłości, pojawiają się też sekwencje mające pokazać to, „co mogłoby być”. Tempo narracji jest szybkie, na scenie dużo się dzieje, aktorzy są w ciągłym ruchu; również z tego powodu, iż każdy z nich wciela się w kilka postaci (z wyjątkiem matki Przemyka oraz niego samego; w tych rolach Agnieszka Przepiórska i Adrian Brząkała).

Spektakl Teatru Polonia jest adaptacją książką autorstwa Cezarego Łazarewicza pod tym samym tytułem, będącą wynikiem śledztwa przeprowadzonego na podstawie lektury 83 tomów zeznań. Autor reportażu, a za nim realizatorzy spektaklu, rekonstruują feralne dwa dni – od zatrzymania chłopaka, przez maltretowanie na komisariacie aż po śmierć w nadal nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. 
Na scenie widzowie zobaczą również to, co działo później – sfingowanie całego śledztwa, mataczenie milicji pod nadzorem ministerstwa, zastraszenia świadków, uruchomienie machinerii propagandy, która miała zdyskredytować tragicznie zmarłego oraz jego rodzinę, a wybielić oprawców. Posunięto się do oskarżenia sanitariuszy, którzy przyjechali do komisariatu po Grzegorza. Było to wyjątkowo perfidne zachowanie władzy, która chciała wybielić swoich funkcjonariuszy i kosztem młodych pracowników pogotowia ratunkowego wybrnąć z sytuacji. Zrobiono z nich zabójców. Jednego zastraszono grożąc śmiercią syna, a drugiego utratą pracy przez rodziców.

"Żeby nie było śladów" to przedstawienie wielowymiarowe. Z jednej strony (i chyba w największym stopniu) stanowi opowieść o cynizmie autorytarnej władzy, jej działaniu w myśl zasady: „cel uświęca środki” oraz skłonności do podporządkowywania sobie czy też wręcz kreowania rzeczywistości. O tym, że jednostka nic dla przedstawicieli władzy totalnej nie znaczy. Pozostaje jedynie pionkiem w jej rękach. W jakimś stopniu to przedstawienie mówi też o tym, że naszym życiem rządzi przypadek. Czasami poprzez to, że ktoś znajdzie się w złym miejscu, o złym czasie sprawia, że zostaje wbrew własnej woli wepchnięty w tryby historii, z których nie można się już uwolnić.

Przedstawienie Teatru Polonia to również poruszająca opowieść o matce, która straciła syna. Można się chyba nawet doszukiwać realizacji motywu Matki Bolesnej (Stabat Mater Dolorosa) – matki, która utraciła swego syna, zamordowanego za niewinność. Jej dramat był o tyle większy, że odczuwała ona poczucie winy, spowodowane przekonaniem o tym, że śmierć Grzegorza była konsekwencją (zemstą komunistycznej władzy) jej działalności opozycyjnej. 

W końcu jest to też spektakl o zbrodni bez kary i karze niezawinionej. Ku przypomnieniu i ku przestrodze. Wszak jest kilka momentów, w których autorzy przedstawienia chcą zwrócić uwagę na podobieństwa rzeczywistości czasów PRLu do dzisiejszej Polski. Prawdą jest, że mogłoby być nieco subtelniej, ale nie mamy tez do czynienia z prymitywnym wmuszaniem w widzów tez. Pod koniec spektaklu jest też kilka dłużyzn (a w zasadzie przy aż trzech scenach miałem wrażenie, że to jest – powinna być – scena kończąca spektakl). Mimo wszystko powstał spektakl ciekawy, który warto zobaczyć.

W 2008 roku Grzegorz Przemyk został odznaczony pośmiertnie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta przez Prezydenta RP. W 2004 roku rozpoczął się piąty proces Ireneusza K. Wcześniej milicjant był już aż czterokrotnie uniewinniany. W 2008 roku oskarżony został skazany na cztery lata więzienia. Sąd apelacyjny w Warszawie uznał jednak, że sprawa śmierci Grzegorza Przemyka przedawniła się 1 stycznia 2005 roku. Tym samym proces Ireneusza K został umorzony.

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni