kup bilety online

Komunikat prasowy

TO TRZEBA PAMIĘTAĆ

Iwa Poznerowicz, www.teatrdlawas.pl

Są historie, o których pamięć nigdy nie powinna zostać zatarta lub zniszczona. Nawet gdy zgodnie z obowiązującym prawem „sprawa uległa przedawnieniu”. Teatr Polonia przygotował spektakl poświęcony takiej właśnie historii. To przedstawienie „Żeby nie było śladów” na podstawie reportażu historycznego Cezarego Łazarewicza, nagrodzonego w 2017 roku Nagrodę Literacką „Nike.

„Żeby nie było śladów” opowiada historię feralnego dnia 12 maja 1983 roku, gdy Grzegorz Przemyk – syn opozycjonistki i poetki Barbary Sadowskiej – został śmiertelnie pobity przez milicjantów. To również porażająca historia działań wykonywanych przez aparat władzy w celu zmanipulowania i zagmatwania wydarzeń związanych z tą śmiercią. Reportaż Cezarego Łazarewicza jest suchy, pokazuje tylko fakty i prezentuje podłą strukturę kłamstwa. Rozpoczęła się ona już w chwili śmierci Przemyka. Pokazuje, jak system tka nieprawdopodobnie silną i ścisłą pajęczynę kłamstw, pomówień, insynuacji tylko po to, żeby obronić sprawców. Sprawców z szeregów władzy.

Spektakl wyreżyserowany w teatrze Polonia przez Piotra Ratajczaka jest nietypowy – to raczej (podobnie zresztą jak reportaż) sucha relacja z wydarzeń. I według mnie to bardzo dobrze. Temat do dziś jest bardzo trudny, porażający i zdecydowanie bardziej porusza emocje widzów podawany z boku, na zimno. Sytuacje i wydarzenia przewijają się przed oczami widzów jak w kalejdoskopie. Widzimy grupę rozbawionych ludzi; za chwilę pałowanie na komisariacie, szpital, przerażoną matkę czekającą na wynik operacji, pogrzeb. Potem jesteśmy świadkami szukania winnych, a raczej kozła ofiarnego. Wysłuchujemy wstrząsających opowieści niewinnych ludzi, którzy groźbą i szantażem zmuszani są do kłamstw. Wśród tego morza kłamstwa jest jeden świadek, który oparł się wszystkim – Cezary F. (Michał Rolnicki) – opluty, zniszczony, inwigilowany przez 24 godziny na dobę, zdradzony przez najbliższych. On nigdy się nie poddał. I zawsze twierdził, że to milicjanci zabili Grzegorza Przemyka.

Aktorzy grający w spektaklu wcielają się w kilka ról. Wystarczy zmiana jednego elementu kostiumu i już są przyjaciółmi Grzegorza, pałującymi milicjantami, najwyższymi dygnitarzami władzy, lekarzami. Tylko Agnieszka Przepiórska i Adrian Brząkała wcielają się w jedną rolę – Barbary Sadowskiej, matki Przemyka, i samego Grzegorza Przemyka. Adrian Brząkała początkowo pojawia się w następujących po sobie scenach, jakby ta cała opowieść działa się poza nim. Jakby patrzył na nią już z tej drugiej, bezpiecznej strony. Dopiero pod koniec spektaklu stojąc na tle brązowej ściany, w punktowym świetle reflektorów, deklamuje fragment „Obławy” Jacka Kaczmarskiego, a potem przedstawia wizję swojej ewentualnej przyszłości. Przyszłości, która mogłaby być jego udziałem, gdyby nie wydarzył się ten dzień – 12 maja 1983 roku. W tych monologach jest bardzo prawdziwy. Gra Agnieszki Przepiórskiej początkowo mnie troszkę drażniła, wydawała się zbyt dziwna, egzaltowana. W miarę rozwoju spektaklu mój odbiór tej postaci ulegał zmianie. A mowa oskarżycielska matki Przemyka w interpretacji aktorki była wspaniała – poruszająca, pełna emocji i rozpaczy. Fakt, że w spektaklu grają bardzo dobrzy, ale „nieopatrzeni” aktorzy to duży plus tego teatralnego wydarzenia. Nadaje to dodatkowy rys prawdy prezentowanemu tekstowi i pozwala widzom chłonąć słowa padające ze sceny.

W swoim reportażu Cezary Łazarewicz dotarł do bohaterów tych dramatycznych wydarzeń, aby sprawdzić jak żyją obecnie, jak tamta sprawa wpłynęła na ich życie. Piotr Rowicki, odpowiedzialny za adaptację, i reżyser Piotr Ratajczak pokazali także te momenty. I były to wyjątkowo trudne i wstrząsające fragmenty spektaklu. Zwłaszcza losy niesłusznie i niesprawiedliwie oskarżonego kierowcy karetki (Paweł Pabisiak). Zmuszony do przyznania się do niepopełnionego czynu, złamany człowiek, którego twarz znała cała Polska. On też był ofiarą tych wydarzeń. Morderca Przemyka – Ireneusz Kościuk – pozostał bezkarny. W spektaklu jest scena, w której Przemyk rozmawia ze swoim oprawcą. Zadaje pytania: dlaczego go bił i co wtedy myślał? – niestety odpowiada mu tylko cisza.

Cały spektakl „Żeby nie było śladów” rozgrywa się na prawie pustej scenie. Jedyną dekoracją są nienaturalnej wysokości schody i barierki milicyjne. Te schody są salą sądową, komisariatem, gabinetem rządzących. Ale są też machiną, która potrafi zgnieść niepokornych.

Najnowsze przedstawienie teatru Polonia przeraża, bo uświadamia nam widzom, obywatelom, jaką machinę kłamstwa i obłudy potrafią stworzyć rządzący. W latach osiemdziesiątych wykorzystywano podległe im narzędzia nacisku (prokuraturę, sądy, media), aby sprawować niepodzielną władzę nad naszym życiem, krajem. Jak łatwo było złamać, zastraszyć niewinnych ludzi i jak bez problemu uwalniało się od jakiejkolwiek odpowiedzialności swoich. Co z tego, że winni, że zabili na komisariacie młodego, bezbronnego chłopaka. Są swoi, czyli niewinni.

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni