kup bilety online

Komunikat prasowy

Boys Don’t Cry? "Żeby nie było śladów", reż. Piotr Ratajczak, Teatr Polonia w Warszawie

JACEK WAKAR, www.kultura.onet.pl

"Na pierwszym planie podeszwy wielkich butów, w tamtych latach nazywaliśmy je glanami. Włosy w nieładzie, opadają na czoło, na twarzy szeroki uśmiech. Grzegorz Przemyk". W Teatrze Polonia odbyła się premiera sztuki "Żeby nie było śladów" w reżyserii Piotra Ratajczaka, na podstawie reportażu Cezarego Łazarewicza.

  • Spektakl zrealizowany na podstawie "Żeby nie było śladów" Cezarego Łazarewicza, uhonorowanego Nagrodą Literacką "Nike"
  • Historia Grzegorza Przemyka to jedna z najsłynniejszych i najbardziej przejmujących historii Polski okresu komunizmu
  • Reżyser zadaje pytanie, czy metody stosowane w "sprawie Przemyka" to na pewno metody tylko władz totalitarnych?

Na zdjęciu na okładce książki chłopak w za dużej kurtce z szeroko rozłożonymi rękami, aby nie stracił równowagi, bo właśnie idzie po barierce morskiego molo. Na kolejnej czarnobiałej fotografii chłopiec siedzi pod ścianą, może w warszawskim Liceum Modrzewskiego, gdzie już za chwilę miał zdawać maturę. Na pierwszym planie podeszwy wielkich butów, w tamtych latach nazywaliśmy je glanami. Włosy w nieładzie, opadają na czoło, na twarzy szeroki uśmiech. Grzegorz Przemyk.

W warszawskiej Polonii Przemykiem stał się Adrian Brząkała, student IV roku łódzkiej Filmówki. Widziałem go wcześniej w dwóch bardzo różnych rolach, ale kompletnie o tym zapomniałem. Jest uderzająco podobny do Grzegorza, takiego, jakim utrwaliła go fotograficzna klisza. Ale mniejsza z tym, bo na przykład Agnieszka Przepiórska do jego matki, Barbary Sadowskiej, nie jest podobna wcale, tymczasem jej gra dławi gardło.

Brząkała ma w sobie dziwną jasność, idącą z zadziornością w parze. Mówi Przemykiem, a jakby od siebie. Wierzę w każde jego słowo. To dobrze, że w spektaklu "Żeby nie było śladów" Piotra Ratajczaka wystąpili aktorzy nieopatrzeni, którym obcy jest gwiazdorski status. W tej sprawie byłoby to tylko obciążeniem. A tak mówią przez nich ludzie prawdziwi, uczestnicy tamtego dramatu.

Wiemy: "Żeby nie było śladów" Cezarego Łazarewicza zdobyło Nike jako pierwszy reportaż w całej historii prestiżowej nagrody. To jest książka wstrząsająca, zwyczajnie nie ma słów, by oddać wszystkie odczucia, jakich doznaje się przy lekturze. To są rzeczy osobiste, powiem tylko, że ja "Żeby nie było śladów" po swojemu odchorowałem. Przy tym wspominać trzeba do znudzenia, że jest to pozycja obowiązkowa i absolutnie konieczna. Bo tak było i przed tym nie ma ucieczki.

Tyle że w najmniejszym stopniu nie ułatwia to zadania filmowi (ekranizację przygotowuje Jan P. Matuszyński) i teatrowi. Reportaż nie wyrzeka się oczywiście artyzmu, ale ma być odzwierciedleniem rzeczywistości. Aż tyle. Dzieło Łazarewicza w dodatku mnoży dodatkowe przeszkody, bo pozbawione jest jakichkolwiek ozdobników. Zbudowane z suchych, nieubłaganych zdań, ma być jedynie zapisem zdarzeń. Tyle że na tym się nie kończy. Z zapisu wyłania się ludzka mozaika oraz przerażający opis zbrodniczej machinacji komunistycznego systemu, który chcąc oczyścić z zarzutu zabójstwa swych funkcjonariuszy, zbudował swego rodzaju alternatywny świat szantażu, podejrzeń, insynuacji. Warszawski maturzysta stał się ofiarą i męczennikiem systemu, ale też – jak pokazuje Łazarewicz – całą bezbrzeżną jego podłość obnażył. Znów: tak było. Kropka.

Reżyser przedstawienia w Polonii, Piotr Ratajczak, dobrze wiedział chyba, że stoi przed wyzwaniem niemożliwym, choć koniecznym. Ratajczak w swym teatrze od dawna wadzi się z zapisywaniem rzeczywistości. W Warszawie pracuje rzadko, woli mniejsze miasta. W Białymstoku na przykład zrobił znakomitą "Białą siłę, czarną pamięć" według reportażu Marcina Kąckiego. Przedstawienie wywołało burzę, choć w istocie nie powinno. Ratajczak szuka bowiem tego, co łączy, a nie dzieli, próbuje między sceną a widownią budować wspólnotę. Między innymi za to cenię bardzo jego teatr. I jeszcze za szczerość, czasami nawet można wziąć ją za naiwność. Tyle że czasem warto mówić wprost, by być zrozumiałym. Wówczas owa pozorna naiwność nie stanowi żadnego obciążenia.

"Żeby nie było śladów" w Polonii rozgrywa się na niemal pustej scenie. Są na niej tylko schody, zamknięte barierkami jak podczas manifestacji. Brząkała gra Przemyka, Przepiórska Sadowską, pozostała czwórka aktorów – Jolanta Olszewska, Wojciech Chorąży, Paweł Pabisiak, Michał Rolnicki – wciela się w wiele ról ludzi z przeciwległych stron barykady. Raz są przyjaciółmi Grzegorza, raz katującymi go zomowcami. Ratajczak chce, rozpisując prawdziwy dramat na sześć głosów, przedstawić go takim, jaki był. Nie może oczywiście oddać całości książki Łazarewicza, ale dzięki umiejętnej adaptacji Piotra Rowickiego ocala zaskakująco dużo.

Rowicki, sam ceniony dramaturg, od siebie dodał niewiele. Dał Grzegorzowi życie po śmierci, doprowadzając go aż do dnia dzisiejszego, i pozwolił spełnić marzenie – zaśpiewać z kolegami "Tchórzy" Dezertera. Fragmenty te na scenie bronią się znakomicie, sprawiając, że Przemyk zrzuca z siebie piętno męczennika. Przeszkadza za to zbyt dużo aluzji do bieżącej polityki. Gdyby zostały pojedyncze zdania i tak zrozumielibyśmy wszystko.

Najważniejsze jednak, że "Żeby nie było śladów" w Polonii staje się wspólnotowym doświadczeniem. Agnieszka Przepiórska zrzuca z siebie szaleństwo Pożaru w Burdelu i gra Barbarę Sadowską tak, że cała jej rola staje się wielkim oskarżeniem. Dzięki ruchowi zaprojektowanemu przez Arkadiusza Buszkę przedstawienie ani przez chwilę nie stoi w miejscu. I przypomina, jak wspaniałą muzykę mieliśmy w tamtych czasach. Słychać Lady Pank, Lecha Janerkę, Maanam, Republikę, Dezertera. Na koniec "Love Will Tear Us Apart" Joy Division, ale nie po to, aby zabić smutkiem, ale pokazać, że Grzegorz Przemyk jakoś przeżył własną śmierć i jego historia wciąż jest otwarta, bo jest w nas. Z początku zaś The Cure i "Boys Don’Cry". Chłopaki nie płaczą? Przecież wiadomo, że to nieprawda.

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni