kup bilety online

Komunikat prasowy

Konstelacje, czyli chodź, poliżę ci łokieć!

Teatralny cukiereczek. Pięć kwadransów fantastycznie spędzonego na emocjonalnej karuzeli czasu, czyli „Konstelacje” w Teatrze Polonia. Słynna sztuka brytyjskiego dramaturga Nicka Payne`a okazuje się także hitem w Warszawie. Błyskotliwy tekst, łączący cechy klasycznej komedii, wręcz nawet farsy - z małżeńskim dramatem. W tle pobrzmiewają też słowa o umieraniu. Mocne, wciągające, a do tego jak zagrane!

Słodko-gorzki tekst w ustach Marii Seweryn i Grzegorza Małeckiego brzmi niczym teatralna symfonia. Śmieszy i wzrusza zarazem. Ona, fizyczka kwantowa z sukcesami, on – pszczelarz. W zasadzie dzieli ich wszystko, a jednak spotykają się i coś między nimi iskrzy. Zakochują się. Nie zobaczymy tu jednak prostej historii pewnego związku, o nie! To będą trzy związki, nie – sześć, zaraz – dziewięć i więcej! Dlaczego? Każdą bowiem sytuację Marianne i Roland prezentują w trzech różnych wariantach. Takie szybkie teatralne: co by było, gdyby! Niezłe! I zupełnie nie nudzi! Duża w tym zasługa aktorów, ale można się było tego spodziewać.

„Konstelacje” Payne`a mają w sobie ogromny potencjał. Zależnie od przyjętej konwencji, mogą być li tylko komedią, ale przy odpowiednim rozłożeniu akcentów stają się pełnokrwistym komediodramatem, pełnym nieoczekiwanych zwrotów. To zarazem znakomity materiał dla aktorów, ale – trzeba to wyraźnie podkreślić – tylko takich, którzy będą potrafili unieść ciężar bezustannego lawirowania między stylistykami (i będą potrafili znaleźć w swoim aktorskim bagażu tyleż nowych barw, by całość nie okazała się nudna). A Seweryn i Małecki udowadniają, że stanowią dziś elitę swojego aktorskiego pokolenia.

Sztuka podoba się młodym, kochają ją także ci młodzi z kilkudziesięcioletnim stażem. Wiem, co mówię. Widziałem. Publiczność szalała z radości, a potem, gdy nieco zmieniła się sceniczna sytuacja, ten i ów otarł ukradkiem łzę. Powód? To przecież spektakl o nas samych, o współczesnych ludziach, których życiem czasem rządzi perfidny przypadek. Wystarczy sekunda zawahania, nieroztropnie rzucona uwaga – i wszystko się zmienia: układ sił w związku zostaje zaburzony, emocjonalne napięcie wywołuje pożar nie do ugaszenia. Widzowie patrzą na to i widzą siebie i swoje marzenia z cyklu: a mogło przecież być tak lub tak…

Miłosna historia, jaka przytrafia się pani fizyk i pszczelarzowi, mimo zabawnej otoczki przedstawienia, jest paradoksalnie niezwykle uniwersalna. Może się zdarzyć tuż obok nas, ba – nawet nam samym! W tym tkwi przyczyna szalonego powodzenia „Konstelacji”. To opowieść o związku, w którym każdy chce grać pierwsze skrzypce (znamy, to, znamy!), rodzaj perwersyjnej gry w „udowodnię, że ja mam rację”! Najpiękniejsze zaś jest to, że ten romans trwa, mimo wyjątkowo niesprzyjających okoliczności (bo przecież za każdym razem, gdy już wydaje się, że sytuacja się uspokaja, natychmiast następuje wolta o znów kołomyja zaczyna się od początku!).

W spektaklu widać serce reżysera, Adama Sajnuka. Gra słowem, błyskotliwy gest i szybkie zmiany ruchu scenicznego – w wydaniu Marii Seweryn i Grzegorza Małeckiego mają w sobie tak wiele przyjemnych ogników, że nie trzeba niczego więcej! Scena zamknięta lustrzanymi taflami, w tle grana na żywo muzyka (brawa dla Gwidona Cybulskiego oraz Joachima Lamży!), gdyby tylko nieco zmienić kostiumy, pewnie byłoby idealnie. Nie przeszkadza mi w spektaklu nic, nawet drobne błędy, które aktorzy o takich umiejętnościach, potrafią zamaskować tak, że część widzów nawet nie spostrzeże, że cos tam się zadziało.

Maria Seweryn wytacza w „Konstelacjach” potężne działa. Jest zarazem rozedrgana i skupiona, nieco wulgarna i statecznie opanowana, zabawna i wzruszająca. Życie kreowanej przez nią fizyczki wydaje się momentami odbiegać od tego, jak widziałaby je w kobieta w swych marzeniach.

 Grzegorz Małecki portretuje Rolanda z przymrużeniem oka. Nawiązuje zresztą znakomity kontakt z publicznością (podobnie jak jego sceniczna ukochana), co dodaje wszystkiemu pikanterii, widz ma świadomość, że niektóre rzeczy dzieją się jakby tylko dla niego. Drobny gest, uśmiech, spojrzenie – jak pięknie Małecki punktuje dylematy swego bohatera.

Zaskakujące zakończenie też pozwala uspokoić emocje. Odyseja bohaterów, których los połączył w jednej chwili i dzięki teatralnej magii pozwolił rozegrać partię życiowych szachów, ma swój głęboki sens. Chociaż możemy złościć się, że losem rządzi przypadek, w tej poetyckiej dyspucie o miłości, dziejącej się na pograniczu fizyki kwantowej, chemii i teorii kosmosu, odnajdujemy prawdę o życiu. W pięknej sztuce granej w Polonii już czwarty rok, nie brak pytań trudnych, nawet bolesnych. Spektakl trzeba zobaczyć koniecznie, bo one wszystkie są po coś! Udowadniają, że czasem nawet warto z kimś upaść, ale być!  Bo fakt, że dwie dusze znalazły się w kosmicznej przestrzeni, to w życiu jedyny pewnik. Można się przyciągać i odpychać, kochać i nienawidzić, ale jeśli trafi się na swoją drugą połówkę, to jednak szczęście…

„Konstelacje”, świetnie zrealizowana perełka Teatru Polonia, to rzecz o tym, czy przeznaczenie determinuje nasz los i jak duży jest nas wpływ na to, jak wygląda nasze życie. Całość okazuje się czymś na kształt marzenia sennego, które ma nas czegoś nauczyć. Czego? Idź, zobacz, a potem zbudź się i… będziesz już wiedział wszystko!

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2019 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni