kup bilety online

Komunikat prasowy

Starość to nie choroba

Dominika Makówka, Życie Warszawy nr 164

Kolejna udana premiera Polonii to wystawiona na pl. Konstytucji sztuka Esther Vilar "Starość jest piękna''. Reżyser Łukasz Kos wydobył z tekstu niemieckiej pisarki gorycz starych ludzi, których cywilizacja zepchnęła na społeczny margines.

Sztuka urodzonej w 1935 roku Vilar jest gorzka i pełna oskarżeń. Grana wprost przy ruchliwej Marszałkowskiej, wśród ulicznego zgiełku, zyskała moc właściwą wyrazistemu teatrowi zaangażowanemu.

Starzy w przedstawieniu "Starość jest piękna" nie lamentują, nie popłakują cicho w kącie. Silnym głosem, w którym są żal i próba zwrócenia na siebie uwagi, powtarzają oskarżycielsko: nie szanujecie nas, nie interesuje was nasza opinia, pozbawiliście nas niezależności i możliwości życia w otoczeniu bliskich, zniszczyliście naszą wyobraźnię. Mówią w imieniu wszystkich starych ludzi wyrzuconych na margines społeczeństwa, dlatego używają formy "my". W opozycji do "wy", za którą stoją młodzi, aktywni, a zatem wykluczający. Starzy prowokująco pytają: "A jeśli zaczniemy się włóczyć po ulicach - coraz większymi grupami i w coraz lepszej kondycji fizycznej dzięki postępowi medycyny - to czy nie zaczniecie się bać?".

Spektakl, który zaczęła Maria Klejdysz słowami o samotności, tęsknocie, lęku, dynamicznie zmierzał do buntu i protestu, stał się w końcu apoteozą starości. To wiek, w którym człowiek jest mądrzejszy, bogatszy o pewne doświadczenia, bardziej refleksyjny i otwarty na otaczające piękno. Aktorzy rozwijali wielkie fotosy z twarzami starych ludzi i pytali: Dlaczego się ich brzydzicie? Dlaczego uważacie za gorszych? Dobrym, choć ryzykownym pomysłem było obsadzenie w spektaklu młodych aktorów. Gdyby choć przez chwilę w ich grze pojawiła się parodia, byłaby klapa.

Na szczęście nikt nie próbował ośmieszyć granych przez siebie postaci. A dzięki młodości wprowadzili do przedstawienia element dialogu różnych generacji. A także - co ważne - pozwolili odnaleźć w świecie to, co wspólne, odczuwane niezależnie od wieku i pozycji. Jak choćby lęk przed śmiercią, samotnością, przed brakiem przyjaciół i miłości. W finale Maria Klejdysz poruszyła wszystkich, mówiąc, że każdy bez wyjątku boi się śmierci w samotności .

Ulica to najwłaściwsze miejsce dla tego spektaklu. Głośnego, dosadnie i wzruszająco brzmiącego scenicznego protestu, oglądanego przez setki warszawiaków. Również starszych...

Halina Nowak, 63 lata, emerytka

Akurat przechodziłam obok. Zobaczyłam Marię Klejdysz, którą lubię i tak zostałam, nie wiedząc, co mnie czeka. Oglądając tę sztukę byłam poruszona, bo rzeczywiście ludzie w moim wieku stają się niewidzialni, nikomu niepotrzebni. To jest najtrudniejsze w starości. Podobało mi się, że takie rzeczy można zobaczyć po prostu na ulicy.

Bartosz Jakubczyk, 40 lat, prawnik

Boję się starości, chorób i opuszczenia. Chyba dlatego bardzo chciałem zobaczyć ten spektakl. Takie oswajanie swoich lęków przez sztukę. Nie do końca przemówili do mnie młodzi aktorzy. Mam wrażenie, że agitowali na rzecz starości, a nie próbowali jej zrozumieć. Za to Maria Klejdysz bardzo mnie wzruszyła.

Kamila Pieniążek, 23 lata, studentka ekonomii

Oglądam wszystkie przedstawienia teatru Polonia, dlatego nie mogłam opuścić premiery "Starości...". To mocna sztuka, choć spodziewałam się bardziej subtelnych środków wyrazu. Nie bardzo rozumiem, czemu aktorzy przerzucali się kukłami starych ludzi i krzyczeli. Cieszę się jednak, że na ulice wyszedł spektakl zaangażowany.

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2019 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni