kup bilety online

Komunikat prasowy

Warto kłamać

Łukasz Drewniak , Przekrój nr 21

Zbieg okoliczności? Najnowsze warszawskie premiery we Współczesnym i w Polonii opowiadają o narodzinach popkultury w latach 30. XX wieku.

Historia Teremina, radzieckiego szpiega w Ameryce, twórcy aparatu zwanego teremin-vox, czyli anteny sprzężonej z generatorem częstotliwości akustycznych, zafascynowała czeskiego dramaturga Petra Zelenkę. Reżyser Artur Tyszkiewicz chciał pokazać, jak Teremin, "człowiek bez właściwości" (Leon Charewicz), ideał nie wpasowuje się w nowoczesne społeczeństwo. Mami Amerykę wizją muzyki dla każdego, do której uprawiania nie trzeba muzycznego słuchu. Gra na teremin-voksie polegała na poruszaniu rękami w polu elektrycznym. Jego zmiany były przetwarzane na dźwięk.

Nie wiadomo jednak, dlaczego reżyser, zamiast bawić się skojarzeniami z widowiskami a la Jean-Michel Jarre, pierwszymi występami grupy Kraftwerk czy skeczami z filmów braci Mara ("Małpi biznes!"), ucieka od lekkości w moralitet. Potwornie przeszkadza ciężka, ilustracyjna dekoracja Jana Polivki, a nawet rozpadająca się na poszczególne numery muzyka. Trio kompanów Teremina, czyli Goldberg - jowialny impresario Krzysztofa Kowalewskiego, Samuel Hoffman

- zalkoholizowany prywatny detektyw Sławomira Orzechowskiego, i afektowany kompozytor Joseph Schillinger Janusza Michałowskiego, grają przeważnie ociężale, bez radości opowiadania tej nieprawdopodobnej historii, która zdarzyła się

naprawdę. Bo przecież Teremin nie chciał wynaleźć instrumentu! Zrobił po prostu aparat podsłuchowy, który miał udawać alarm w gabinecie Lenina. To absurdalne pudło "do robienia niczego" powinno tu starczać za całą scenografię, a spektakl mógłby zaczynać się po prostu od koncertu dziwnych, intrygujących dźwięków. Tymczasem Tyszkiewiczowi wyszło przedstawienie, które miało spodobać się dyrektorowi Maciejowi Englertowi, co w sumie nie było złą ideą. Ale chyba się nie spodobało.

Z kolei "Boska!" [na zdjęciu] ma drugie dno: nabijając się z chorobliwie ambitnej pani Jenkins, grafomańskiej śpiewaczki, Krystyna Janda kpi także poniekąd z siebie. Oczywiście nie z siebie jako aktorki, ale z wątpliwości, jakie rodzą się w głowie każdej artystki wsłuchanej w wiwaty na swoją cześć. Czy ludzie klaszczą, bo rzeczywiście dobrze zagrałam, czy tylko pokazują mi, że bez względu na wszystko i tak mnie kochają? Komu wierzyć? Jak zachować dystans?

Janda nie tylko tworzy smakowity portret niegroźnej idiotki, prekursorki stylu camp, czyli stężenia kiczu, dezynwoltury estetycznej, akceptacji niedoskonałości. Także całkiem serio pyta, czym właściwie jest artyzm? Czy istnieje maestria fałszu? Może Florence była nierozpoznaną intuicyjną rewolucjonistką, która próbowała zrobić to samo z operą co John Cage z muzyką? Czy schrzaniona od początku do końca aria zaśpiewana poza jakąkolwiek tonacją nie antycypowała przypadkiem czteroipółminutowej ciszy legendarnej kompozycji Cage'a?

Oczywiście "Boska!" to tylko bulwar, ale wysoki jak Everest. Jandzie udaje się w tym przedstawieniu niemal wszystko: oszałamia wokalną dezynwolturą w arii "Królowej Nocy" Mozarta, arii Adeli Straussa czy w "Habanerze" Bizeta. Maciej Stuhr dowcipnie prowadzi postać McMoona, geja akompaniatora, przerażonego i zafascynowanego swoją pracodawczynią, która nie po współczucie do nas przyszła, ale po wieczną fascynację swoją wolą bycia artystką.

Zarówno Teremin, jak i boska Jenkins stali się ofiarami zafałszowania swojej osobowości. Żyli w świecie iluzji, udawali kogoś innego. Teremin wcale nie był jurodiwym muzyki elektronicznej, geniuszem lamp i kabli, ale tworem czekistów i GPU, którym służył, żeby ocalić swojego ojca, byłego carskiego fryzjera. W obojgu było szczęśliwe pogodzenie się ze sobą. Wynalazca mimo woli ofiarował swemu ojcu parę lat życia. Burzliwy aplauz, z jakim spotykały się w salach koncertowych występy najgorszej śpiewaczki świata, dawał jej chwile niewyobrażalnego szczęścia. Warto kłamać?

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni