Recenzje

kup bilety online

Wysocki nie dla kobiet

Rozmowa z Żanną Gierasimową

Żanna Gierasimowa wystawiła wczoraj w warszawskim teatrze Polonia spektakl "Rajskie jabłka" . "Gazecie" opowiada o fenomenie Wysockiego, o tym, że dziś w Moskwie nikt nie umie go śpiewać i o tym, jak w piwnicach rodził się współczesny rosyjski teatr

Joanna Derkaczew: W spektaklu "Rajskie jabłka" wraca Pani do pieśni Wysockiego po 20 latach przerwy. Dlaczego go Pani rzuciła?

Żanna Gierasimowa: Ze skromności. Jak byłam młoda, śpiewałam go na prawo i lewo, zrywałam gardło, duszę, gitarę. Nazywali mnie nawet "Wysocki w spódnicy". To był zbiorowy szał. Jego piosenki były zakazane, ale wszyscy je znali. Płyty rozchodziły się z rąk do rąk, w drugim obiegu. Informacje o spotkaniach przekazywano sobie z ust do ust. Zbieraliśmy się nocami w mieszkaniach i pokładając się na podłodze, śpiewaliśmy do rana. Prawdziwy rosyjski underground. Potem jednak pomyślałam, że chyba to nie jest najlepsze zajęcie dla kobiety.

Ale potem robiła Pani rzeczy jeszcze mniej kobiece - była Pani aresztowana, ukrywała się Pani przez miesiąc w piwnicy z mężczyzną poszukiwanym przez władze

- Wtedy w Rosji nie tylko Wysocki był zakazany. Zakazana była też dramaturgia Teatru Absurdu. A ja i ten mężczyzna, czyli genialny aktor Teatru na Tagance Aleksander Zajcew, byliśmy pierwsi, którzy zagrali w Związku Radzieckim dramat Ionesco na scenie Teatru Stanisławskiego. Spektakl "Krzesła" powstał właściwie w 1975 r., wyreżyserował to Grigorij Zaukind. Ale po pierwszych dwóch spektaklach partnerka Zajcewa, aktorka teatru Sowriemiennik, zrezygnowała.

Bo zrobiło się niebezpiecznie?

- Sprawą zainteresowało się KGB. Zajcew próbował później kogoś znaleźć na zastępstwo, ale wszystkie albo się bały, albo nie umiały grać. Albo miały dość paskudnego charakteru partnera. Do 1981 r. Zajcew występował więc sam z dramatami Pintera. Tajnie, po piwnicach. Ludzie spraszali się na nie telefonicznie. Któregoś wieczoru ja także trafiłam na taki spektakl. I nie mogłam już wyjść z tej sali. Wszyscy już znikli, Zajcew zbiera rekwizyty, patrzy na mnie diabelskim wzrokiem, a ja siedzę. I oświadczyłam mu, że ja - dziewczyna znikąd, rok po studiach aktorskich - muszę grać u niego w teatrze. Że całe życie na to czekałam.

Choć Zajcew nie miał żadnego teatru.

- Radiostacja "Głos Ameryki", która wychwalając nas, jednocześnie na nas doniosła, nazwała to "teatrem na krawężniku". Zajcew nie od razu mnie na ten krawężnik przyjął. Początkowo warknął, że wariatów ma dosyć. W końcu, w środku zimy, kazał mi czekać dwie godziny przy metrze, aż przywiezie tekst. Po trzech godzinach, gdy ja już przymarzłam do chodnika od własnych łez, przyszedł. Zamiast tekstu przyniósł oczywiście wódkę i kazał się prowadzić do jakiegoś mieszkania. To był chodzący "Dostojewszczyk". Wypił, pośpiewał, porecytował, pokrzyczał, i zasnął. Rano dał mi tekst "Krzeseł", taki surowy, bez podziału na role. Po trzech dniach znałam go już na pamięć. Po dziesięciu próbach zaczęliśmy występować.

Jakie były pierwsze rosyjskie "Krzesła" Ionesco?

- Według niektórych - najlepsze na świecie. Tak przynajmniej zachodni krytycy donieśli samemu Ionesco, który później zapraszał nas do Francji. Trudno ten spektakl opisać. Alosza prawie nie reżyserował, wrzeszczał tylko, że mam grać genialnie i dziwnie. Początkowo graliśmy po mieszkaniach, potem się rozpasaliśmy. Wystawialiśmy już nie dla paru osób, ale dla kilkudziesięciu. Przyjeżdżali widzowie z zagranicy, z Litwy, z Łotwy. Dostaliśmy kilka ostrzeżeń od KGB. W końcu przyszli nas aresztować.

Ale aresztowano tylko Panią?

- Najpierw ukrywaliśmy się w zrujnowanej piwnicy. Gdy wyszłam po miesiącu, miałam wrażenie, że wszyscy mnie śledzą. A to po prostu zmieniła się pora roku i byłam jedyną osobą na ulicy, która zamiast podkoszulka, miała na sobie futro. Reżyser Zaukind zmarł na zawał, bo wyrzucili go z pracy w teatrze telewizji. Nigdzie nie mógł dostać pracy, a miał rodzinę na utrzymaniu. Nam groziło pięć lat. Wyrobiliśmy więc Aloszy wariackie papiery. Zajcew bał się, że nikt w jego wariactwo nie uwierzy - przecież jest najnormalniejszy na świecie. Zawiozłam go na konsultacje do znajomego psychiatry, żeby nauczył go udawać schizofrenię.

Zajcew miał opowiadać swoją biografię, a psychiatra miał przerywać i podsuwać wskazówki, słowa, zwroty. Nie przerwał ani razu. Po godzinie krzyknął: "Kochany, tak mów, nic nie musisz udawać!". Zajcew trafił więc do psychuszki, a ja do aresztu. I on jeszcze na tym wygrał. W szpitalu kupił wszystkich wejściówkami do teatru, tak, ze przestali mu podawać leki odurzające. A potem przyszedł Gorbaczow. I nagle wszystko było wolno. Zwolniono nas do domu, a pięć dni później graliśmy "Krzesła" na scenie Teatru Stanisławskiego. W historii tego spektaklu kryje się cała historia rosyjskiego teatru.

A czy dziś jest w tym teatrze miejsce na Wysockiego?

- Nikt go już nie umie grać. W Moskwie jest jeden aktor, który występuje z jego piosenkami, ale to są zupełnie nowe aranżacje. Po śmierci w 1980 r. Wysocki był jeszcze jakiś czas popularny. Dziś zrobiono z niego muzeum, pomnik. Jest jak piękna sukienka z XIX wieku - nie założysz jej na ulicę, ale będziesz ją chronił, pokazywał od czasu do czasu, że istnieje.

Nie ma żadnych następców?

- Ruch bardowski istnieje nadal, ale jest już niemodny. Nie ma nowych Galiczów, Wysockich, Wertyńskich. Jedyny popularny bard to Rosenbaum, Afganiec. Śpiewa o wojnie w Afganistanie, piosenki miłosne, knajackie, kubańskie, kozackie, białogwardyjskie. Ale to już nie jest styl "ja sam z gitarą", tylko wielkie show, orkiestra, światła, wzmacniacze. Ja też mam jego piosenki w repertuarze. Wysockiego nie mam. Wysocki nie dla kobiet.

Żanna Gierasimowa (ur. 1965), wieloletnia aktorka słynnego Moskiewskiego Teatru Stanisławskiego, pieśniarka, malarka, absolwentka studiów teatralnych w Kijowie. Tłumaczy poezję, wydaje płyty. Od sześciu lat mieszka w Polsce, występowała m.in. w Warszawie (Teatr Ateneum, Teatr Mały, Teatr Rampa, Stara Prochownia, Centrum Sztuki Teatr Studio, Warszawski Ośrodek Kultury, Natoliński Ośrodek Kultury, Ośrodek Kultury Ochoty), Krakowie, Zakopanem. Gra też w filmach ("W cieniu szczura, w oku ptaka", "Warszawa - spojrzenie ze wschodu") i w serialach ("Na dobre i na złe", "Na Wspólnej", "Bulionerzy", "Camera Café", "Samo Życie").

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
prawny
teatrów

WYPOSAŻENIE TEATRÓW
DOFINANSOWANO
ZE ŚRODKÓW

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ

PATRONI MEDIALNI

Z OSTATNIEJ CHWILI !
X