Recenzje

kup bilety online

Zło samo wchodzi człowiekowi na głowę

ZŁO SAMO WCHODZI CZŁOWIEKOWI NA GŁOWĘ


- Teatr nie jest od tego, żeby mówić światu, jaki powinien być. To raczej próba dodawania sobie i ludziom otuchy - mówi reżyser PIOTR CIEPLAK przed premierą "Szczęśliwych dni" w Teatrze Polonia w Warszawie.

W warszawskim Teatrze Polonia 12 stycznia premiera "Szczęśliwych dni" Becketta. Na scenie Krystyna Janda i Jerzy Trela. Reżyser PIOTR CIEPLAK przekonuje nas, ze irlandzki gigant to autor optymistyczny.


Łukasz Drewniak: Bronisz się przed byciem teatralnym misjonarzem. Właściwie dlaczego?

Piotr Cieplak: To słowo nieuchronnie kojarzy mi się z nadętą miną, z poczuciem, że mówię innym, jak mają żyć i myśleć. A teatr nie jest od tego, żeby mówić światu, jaki powinien być. To raczej próba dodawania sobie i ludziom otuchy. Robienie spektaklu to pokazywanie wielostronności życia, "testowanie jego nieskończenie wielu płaszczyzn. Kiedy biorę do realizacji sztukę zabawną, szukam w niej ukrytego serio. I na odwrót. W przypadku materiału tragicznego próbuję odkryć jego jasną, lekką stronę. Sens tkwi w balansie obu żywiołów. I w paradoksie, jald ten balans wytwarza.


Ale twoje spektakle zawsze stają po jasnej stronie. Może więc uprawiasz w teatrze promocję dobra?

- Mówienie o dobru to wcale nie promowanie go, ale ujawnianie. Zlo jest w teatrze łatwiejsze. W pokazywaniu dobra tkwi niebezpieczeństwo frazesu, łatwego pocieszenia, uproszczenia. Uwielbiam wiersz Mirona Białoszewskiego o tym, że to nieprawda, że zło łapie się za ogon. Nie, zło samo przyjdzie i wejdzie człowiekowi na głowę. To dobro trzeba łapać za ogon. Jak uleci, to zostaną przynajmniej pióra.


Co jest najbardziej twojego w "Szczęśliwych dniach" Becketta?

- "Szczęśliwe dni" to sztuka jedyna, wyłączna, wymagająca od reżysera bardzo osobistego stosunku. Trzeba koniecznie ją zrobić teraz, bo Beckett jest już "mój". To jest "ten autor" - ten, który pomaga zrozumieć. Ktoś, kto pojawił się we właściwym czasie na mojej drodze. Pośród moich mistrzów stawiam go obok Białoszewskiego. W pełni wypowiada i formułuje sądy, które ja, mężczyzna czterdziestokilkuletni, noszę w głowie. Utożsamiam się z jego sądami o człowieku. Ale zamiast mroków, widzę jasność.


Z pomocą Becketta można udowodnić, że życie ma sens?

- Przez lata go nie lubiłem. Wydawało mi się, że w jego dramatach jest tylko smutek, że są opisywaniem świata po katastrofie, po której zostały tylko ludzkie szczątki. Gdzie nie spojrzeć, pełzają dogorywające wraki. Czy w tej wizji może być jakaś nadzieja? - myślałem. Musiało minąć wiele czasu, zanim odkryłem Becketta ponownie. Opowieść o Winnie nazywa się "Szczęśliwe dni". Zacząłem się zastanawiać, czy Beckett byłby aż tak ironiczny? Zrozumiałem, że tytuł nie jest ironiczny, nie został użyty ot tak, "dla śmichu". On rzeczywiście postrzegał jej relację Winnie - Willie jako szczęśliwą, bo oboje byli sobie potrzebni. To nie jest partia solowa, popis czy monodram aktorki. To dialog miłosny partnerów, którzy są ze sobą na zawsze. I nie w symbolicznym krajobrazie, ale w naszym świecie.


Beckett daje ludziom nadzieję?

- W swoich okruchach i szczegółach egzystencji ujawnia to, co jest sensem bycia. Szczotkować włosy, myć zęby, piłować paznokcie. To jest heroizm codzienności, który do nas należy. Lament, załamanie rąk i powiedzenie, że wszystko się rozpadło to jest najwyżej punkt wyjścia dla artysty. Bez trudności potrafimy wyliczyć wszystkie katastrofy, jakie codziennie dokonują się na wielu płaszczyznach. Powtarzanie tych oczywistości w teatrze jest pójściem na łatwiznę. Przecież o naszym cierpieniu wiemy od dawna. Przypominam, że zostaliśmy wygnani z raju. Cała trudność polega na tym, żeby jakoś ciągnąć to nasze życie dalej.


Jesteś w teatrze już prawie 20 lat. Co przez ten czas zdobyłeś: dojrzałość czy wiedzę?

- Teatr to teren, gdzie można tego poszukiwać, bez pośpiechu przez chwilę przyjrzeć się sobie. Sporo swoich i cudzych zakamarków już zwiedziłem. Przy całym swoim niepokoju nabrałem większego dystansu wobec tego, co robię w teatrze. Wiem już, że to, co powstaje podczas prób, nie musi od razu działać, trzeba czasem poczekać, dać sobie czas. Udział w wyścigu świata nie jest mi do niczego potrzebny. Nawiedza mnie jakiś rodzaj spokoju.

"Zło samo wchodzi człowiekowi na głowę"
Łukasz Drewniak
Dziennik nr 10 - Kultura
12-01-2007

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
prawny
teatrów

WYPOSAŻENIE TEATRÓW
DOFINANSOWANO
ZE ŚRODKÓW

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ

PATRONI MEDIALNI

Z OSTATNIEJ CHWILI !
X