Recenzje

kup bilety online

remigiusz-grzela.bloog.pl

Pozwoliłem sobie napisać na swoim blogu:

Wczoraj późnym wieczorem miałem okazję obejrzeć w Teatrze Polonia próbę "Szczęśliwych dni" Becketta w reż. Piotra Cieplaka, z Krystyną Jandą i Jerzym Trelą. Premiera 12 stycznia. Powinienem napisać dopiero po premierze, ale nie wytrzymałem, bo jestem wstrząśnięty. To nie są pierwsze "Szczęśliwe dni", które widziałem. Oglądałem przed paroma laty spektakl Antoniego Libery z Mają Komorowską i Adamem Ferencym. Mam jednak wrażenie, że tym razem ten tekst został reinterpretowany, przez co uderza po głowie jeszcze mocniej, boli. Ile znamy małżeństw takich jak Winnie i Willie, w których kolejny prezeżyty dzień wypełnia życie, więc daje szczęście. Jeszcze jesteśmy, więc żyjemy, więc jesteśmy szczęśliwi. Nie ma kopca, w którym zgodnie z didaskaliami tkwi Winnie (Krystyna Janda). Jest jej unieruchomienie w sobie. Winnie jest nieruchoma, bo jest zewnętrznie odrętwiała. Wewnątrz tylko rozgrywa się jej spektakl słów, które śmieją się, cieszą, czasem błądzą, czasem zacinają się, czasem krzyczą, nawet wyją. Podczas gdy pierwsza część utrzymana jest w tonie raczej radosnym, druga jest krzykiem bólu i niemożności. Unieruchomiona po brodę aktorka (bo tak jak Janda grana przez nią postać jest aktorką) chce jeszcze zobaczyć, cokolwiek, choćby własny policzek. Druga część spektaklu wbija w fotel. Poraża. To wielka rola Krystyny Jandy. W drugiej części prawie gra monodram, będąc całkowicie unieruchomioną, nie mogąc się poruszyć.

Reinterpretowana została też postać Williego, który tutaj nie tylko odzywa się do Winnie, odburkuje jej, i tym ją uszczęśliwia. Willie, nie chowa się za żoną, on jest. Chodzi po scenie, szura za dużymi butami, a w drugiej części jest wręcz postacią z innego świata, z innego wymiaru, jest żywym-umarłym. Cudowna jest scena, w której Willie śpiewa żonie, a Winnie chowa swoją reakcję przed publicznością. Powiem tak: ten spektakl trzeba zobaczyć. Krystyna Janda mówiła w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej": "Piotr Cieplak kocha ludzi i świat, uważa, że przyszłością ludzkości jest miłość, trwałe związki, dobro, a nie zło. Myślę podobnie i mam ochotę na próbę takiej interpretacji. Na spektakl o przemijaniu, ale i konieczności pomagania sobie, o miłości dojrzałej, która rozumie, że ważne są nie wielkie emocje, lecz wspólna codzienność, wierność, lojalność: pewność, że nawet w najtrudniejszej sytuacji możemy na tego drugiego liczyć.(...) Tak naprawdę gram to, co zapamiętałam z dzieciństwa, czyli sztukę o mojej babci i dziadku, dwojgu kochających się starszych ludziach, nie mogących bez siebie żyć. Wychowywałam się w ich domu. Babcia w ogóle nie wychodziła, bo chorowała, dziadek był jej nogami, oczami, rękoma. Pamiętam, że kiedy wracał ze sklepu, opowiadał jej absolutnie wszystko, co widział - jak kwitną drzewa, że utyła sąsiadka i gdzie jest rozkopane. Gdy mnie babcia wysłała na pocztę, a po drodze nie zdarzyło się nic ciekawego - musiałam moje wyjścia uatrakcyjniać, nadrabiać wyobraźnią. Oboje - i ja, i dziadek - ukazywałyśmy jej, z miłości, że świat jest lepszy. Kłócili się, denerwowali się nawzajem i jednocześnie kochali śmiertelnie. Myślę o nich z wielkączułością. Przeważnie ludzie bywają małostkowi, ale jak zdarza się związek dwojga rozumiejących się - naprawdę może być pięknie, zawsze."

--

Zapraszam do mojego internetowego dziennika:

www.remigiusz-grzela.bloog.pl

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
prawny
teatrów

WYPOSAŻENIE TEATRÓW
DOFINANSOWANO
ZE ŚRODKÓW

PREMIERY W 2020 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ

PATRONI MEDIALNI

Z OSTATNIEJ CHWILI !
X