kup bilety online

Komunikat prasowy

Teatralny test ojcostwa

Joanna Derkaczew, Gazeta Wyborcza

Prozaicy i poeci rozliczają się z toksycznymi matkami, a na scenach teatralnych reflektor skierowany został na ojca. Tak jak w świetnej komedii "Ojciec polski".

Ojciec przedtransformacyjny. Ojciec na dorobku, próbujący się załapać. Ojciec współczesny -równouprawniony. Tatuś. Partner matki. Beneficjent urlopu tacierzyńskiego. Od czasów, gdy Gombrowicz proponował prowokacyjne zastąpienie "ojczyzny" - "synczyzną", a synowie u Mrożka błagali ojców, aby się "pozapinali" (zachowywali godnie), nie było tak intensywnego zainteresowania relacją między pokoleniami. Tym razem autorzy wypowiadają się jednak nie o narodzie, epoce czy uniwersalnym kompleksie Edypa. Mówią osobiście, prywatnie. Tak, mój ojciec nawalił na całej linii, a ja; albo powtarzam te same błędy, albo kultywuję w sobie obraz małego, skrzywdzonego chłopca, usprawiedliwiając wszelkie niepowodzenia trudnym dzieciństwem.
"Ostatni taki ojciec" Artura Pałygi (reż. Łukasz Witt-Michałowski, Scena InVitro, Lublin) uderzał w modelowych PRL-owskich ojców o silnych łapach i złamanych kręgosłupach. Poniżani na każdym kroku przez system wyżywali się na rodzinach, wychowywali pasem, krzykiem i absurdalnymi testami na twardziela. U Pałygi matka i syn zawiązują więc sojusz ofiar. Matka, próbując znaleźć w chłopcu zastępczego, wrażliwego, czułego partnera, zaszczepiając w nim nienawiść do wszystkiego, co silne, gwałtowne, stanowcze. Męskość jest zła - zapamięta chłopiec. Co jednak, gdy pierwsze oznaki dojrzewania przesądzą jednoznacznie, że i on jest mężczyzną? Zeszmacony przez ojca, wykastrowany przez matkę syn może po latach myśleć o własnym ojcostwie jedynie z paniką.
Polski ojciec teatralny po raz pierwszy ma nie tylko syna, ale i córkę. Zwłaszcza w propozycjach dla dzieci -"Ostatnim tatusiu" Michała Walczaka czy "Czerwonym kapturku - ostatnim starciu" Macieja Kowalewskiego. To dziewczynki będą bohaterkami naprawiającymi świat, do którego słabi, nieobecni, nieodpowiedzialni ojcowie wprowadzają jedynie ból i chaos. W "Ostatnim ojcu" dziewczyna stawia się, hardzieje, ku zaskoczeniu wszystkich zdaje testy na twardziela. Z dzieciństwa wyniesie nienawiść do kobiecości, jako piętna równoznacznego ze słabością, brakiem szacunku do siebie, zgody na poniżanie. Gdy spotkają się po latach - ona, gardząca własną kobiecością, on, przerażony mężczyzną w sobie - nie będą mieli dużych szans na porozumienie. Stare schematy zawiodą, nowe powstają dopiero być może w gabinetach najdroższych psychoanalityków.
Być może dlatego właśnie, opowieści o lęku przed ojcostwem, przeplatają się z nieustannie powracającym w ostatnich sezonach tematem "miłości niemożliwej" (np. "Fragmenty dyskursu miłosnego" Radosława Rychcika czy "Polowanie na łosia" Michała Walczaka). Nie ma co wchodzić w związki, skoro wszystko i tak skończy się fiaskiem. Nie ma co podejmować zobowiązań, skoro wiem, jak bardzo destrukcyjne mechanizmy we mnie siedzą. Twórcy przyglądają się sobie i swojemu pokoleniu z powagą, lękiem, autokrytycyzmem. Często - przerażeni przykładem rodziców i własnymi doświadczeniami - brak decyzji (o wszelkim zaangażowaniu, wiązaniu się, ojcostwie) traktują jako jedyną możliwą uczciwą, odpowiedzialną decyzję.
Wydawać by się mogło, że w polskim teatrze nadchodzą czasy wielkiej traumy. Nic się nie da. Koniec historii (a już na pewno reprodukcji - rozmnażają się tylko jednostki nieświadome i nieodpowiedzialne). Pora umierać.
Pojawiają się jednak sygnały, że rozsadzającą nas od środka "ojcowską bombę zegarową" da się rozbroić. Rozbroić śmiechem.
Stand up comedy "Ojciec polski" Michała Walczaka i Rafała Rutkowskiego (Teatr Polonia, Warszawa) to pierwsza próba oswojenia tej paraliżującej figury. Walczak i Rutkowki wystartowali jako duet z głośnym one man show "To nie jest kraj dla wielkich ludzi" - szalonej kompozycji najdzikszych gagów, skeczy, autoironicznych komentarzy. Warszawka ryczała ze śmiechu, oglądając w ich spektaklu własny obraz. Trudno więc było wyobrazić sobie, jak wycie z piwnicy warszawskiej klubokawiarni przeniosą na teatr Krystyny Jandy. W "Ojcu polskim" tandem nie stracił pazura. Najwyżej go trochę umalował.
Przede wszystkim jednak zaproponował lekką, ciepłą, momentami drapieżną opowieść o "ojcu dziś". Lęk przed wpadką. Niespełnione ambicje artystyczne. Wizja porodu. Utrata wolności. Brak komunikacji z dorastającym synem. No i feministki. Wszędzie feministki gotowe wytknąć każdy błąd. Ojciec polski bywa u Walczaka/Rutkowskiego żałosny, śmieszny, bezradny. Upija się z kumplami. Tchórzy. Hoduje pocieszne sentymenty i złudzenia. Mimo wszystko ojcostwo okazuje się w spektaklu przypadłością, z którą da się żyć. Która jest też być może nieodzownym etapem na drodze samorozwoju. Mankamenty tekstu (zbyt opisowego, efekciarskiego, najeżonego niepotrzebnymi "żarcikami") niweluje Rafał Rutkowski - zwierzak sceniczny. Czujny, plastyczny, nawiązujący świetny kontakt z widzami. Wytyka złudzenia i niekonsekwencje. Śmieje się z siebie, śmieje się z nas. Jak w najlepszej terapii.

wyborcza.pl

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni