kup bilety online

Komunikat prasowy

POLSKA I POLACY W MARCU ‘68, CZYLI „ZAPISKI Z WYGNANIA”

Iwa Poznerowicz, www.teatrdlawas.pl

Najnowsza premiera w Teatrze Polonia nawiązuje tematycznie do 50. rocznicy wydarzeń Marca 1968. Trzy kobiety: Sabina Baral, autorka tekstu, reżyserka Magda Umer i aktorka Krystyna Janda stworzyły spektakl, który mierzy się z fragmentem naszej polskiej historii i który wręcz obowiązkowo trzeba zobaczyć.

Na początek odrobina historii. Ruchy antysemickie w Polsce kształtowały się już na początku lat 60. XX wieku. Działania antysemickie przybrały zdecydowanie na sile po wybuchu tzw. wojny sześciodniowej (wojna izraelsko-arabska) w 1967 roku. W zakładach pracy i na uczelniach zaczęto organizować antyżydowskie wiece. W połowie czerwca 1967 roku w Pałacu Kultury i Nauki Władysław Gomułka wygłosił sławetne przemówienie, w którym oskarżył Żydów mieszkających w Polsce o działanie na szkodę państwa. Antysemicka krucjata trwała prawie do połowy 1968 roku. Antyżydowska kampania wywołała falę przymusowej emigracji osób pochodzenia żydowskiego, w tym także ludzi kultury i naukowców. Według różnych źródeł w 1968 roku z Polski wyjechało od 13 do 20 tys. osób. Wydarzenia te w konsekwencji doprowadziły do exodusu ludności pochodzenia żydowskiego z terenów Polski.

Tyle historii. Wróćmy do spektaklu „Zapiski z wygnania”. Są to bardzo osobiste, wręcz pamiętnikarskie zapiski dwudziestoletniej dziewczyny – Sabiny Baral. Sabina to Polka żydowskiego pochodzenia. Wraz z rodzicami została zmuszona do emigracji z kraju, w którym się urodziła. Ta przymusowa emigracja była okraszona ogromnym upodleniem, nietolerancją i zmuszeniem do wyparcia się wszystkiego, co tworzyło jej normalny świat. Musiała zostawić przyjaciół, miłość, książki, zdjęcia, wspomnienia i wyruszyć w podróż w nieznanie i niepewne. Ówczesne władze Polskie zabrały jej rodzinie i im podobnym wszystko, bo uznały, że nic nie jest własnością wygnanych obywateli żydowskich. Oni nie byli nawet obywatelami. Byli Żydami, czyli wrogami, bezpaństwowcami, bez obywatelstwa, domu, ojczyzny.

Spektakl zaprezentowany w Teatrze Polonia jest inny od tych, które w tym samy czasie zaprezentowały inne warszawskie teatry na ten sam temat, zaskakuje wręcz ascetycznymi pomysłami realizatorskimi. To oczywiście zasługa tekstu, ale przede wszystkim reżyserii Magdy Umer i wirtuozerii aktorskiej Krystyny Jandy. Na zupełnie pustej scenie, przy mikrofonie stoi ubrana na czarno Krystyna Janda, a obok zespół złożony z kilku muzyków pod wodzą Janusza Bogackiego. Scena zasłonięta jest jakby prześwitującą kurtyną, na której w dużym zbliżeniu widzimy mówiącą tekst aktorkę, wyświetlane są także fragmenty z wydarzeń ‘68 roku: przemówienie Gomułki, fragmenty kronik filmowych, wspomnienia emigrantów. Zobaczymy tam też samą autorkę tekstu podczas uczniowskiego zjazdu. Tak naprawdę prawdziwą sceną, na której rozgrywa się to przedstawienie, jest właśnie ta kurtyna. Przez prawie dziewięćdziesiąt minut spektaklu patrzymy z bardzo bliska na twarz Jandy. Widzimy każdą łzę spływającą po policzku, każdy grymas czy lekki uśmiech. Widzimy zmęczone oczy. Widzowie obserwujący twarz Krystyny Jandy są jak w hipnotycznym transie, wpatrzeni w usta aktorki i wsłuchani w każde wypowiadane przez nią słowo. Tu nie ma się za czym schować. Każda sylaba musi być prawdą. I jest prawdą. Każde słowo wypowiadane przez Jandę jest pełne emocji, napięcia. Ale te emocje i napięcie wypływają z wnętrza aktorki. Prezentując tekst Sabiny Baral, Janda sięga do najgłębszych pokładów własnej wrażliwości, siły i determinacji.

Krystyna Janda mówi tekst prawie „na biało”. Oczywiście można się doszukać jakiejś interpretacji, ale bardziej w formie podkreślenia pauz czy rytmizowania tekstu. Aktorka nie gra, nie odtwarza roli. Jest tylko prezenterem wstrząsającego dokumentu i przedstawia świadectwo upodlenia, zniszczenia, poniżenia ludzi, obywateli jednego kraju przez innych obywateli tego samego kraju. Obywateli, którzy chwilowo mogą być bezdusznymi biurokratami i sędziami, bo mają władzę. Prezentowane zapiski przetykane są fragmentami wierszy i piosenek m.in.: Tuwima, Osieckiej, Młynarskiego, Szymborskiej. Te śpiewane czy melorecytowane przez Jandę są perfekcyjnie dobrane i dopełniają tekst Sabiny Baral.

Autorka „Zapisków z wygnania” potrafiła otrząsnąć się ze swoich przeżyć. Była młoda, znała języki, po latach odnalazła się w nowej rzeczywistości. Ale jej rodzice i im podobni, którzy ledwo odetchnęli po wojennej gehennie, znów musieli przeżywać strach, zaszczucie, nienawiść i wrogość byłych sąsiadów. To złamało życie wielu z nich. Porozrzucani po świecie, umarli jako wygnańcy i bezpaństwowcy.

Finał spektaklu zaproponowany przez twórców brzmi jak przestroga. Zdjęcia pełnych nienawiści transparentów i haseł wykrzykiwanych podczas marszów to wyraźny sygnał, że coś złego budzi się w Polsce. Coś, czego nie można zlekceważyć. I może trzeba zacząć powtarzać słowa Marka Edelmana z książki „I była miłość w getcie”: „(…) Pozwalamy, by na ulicach naszych miast odbywały się parady nienawiści i nietolerancji. I to jest zły znak, bo demokracja nie polega na przyzwoleniu na zło, nawet najmniejsze, bo ono zawsze może nie wiadomo kiedy urosnąć”. Urosło w Marcu ‘68 roku. A co zrobimy, jeśli znów urośnie?

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni