kup bilety online

Komunikat prasowy

I ŚMIESZNIE, I SMUTNO…

Anna Czajkowska, www.teatrdlawas.pl

Niegrzeczna, trochę zabawna, trochę smutna, cyniczna i zarazem gorzka komedia pojawiła się niedawno w repertuarze Teatru Polonia. Autorem „Zabawy” jest Marek Modzelewski, absolwent Akademii Medycznej w Warszawie, dramaturg i scenarzysta, autor kilkunastu sztuk teatralnych, w tym głośnej i uznanej „Koronacji”. Debiutująca w roli reżysera popularna aktorka Izabela Kuna, prywatnie żona Marka Modzelewskiego, słusznie wybrała kameralną przestrzeń sceny zwanej Fioletowe Pończochy, która doskonale nadaje się do rozmów o naszych ludzkich sprawach, małych i dużych. Sztuka traktuje o uczuciach, hipokryzji i rodzinnych patchworkowych konstelacjach, coraz powszechniejszych w naszym nowoczesnym społeczeństwie. O świętach mało idealnych, gdy na światło dzienne wychodzą różne niechciane, skrywane problemy, a emocje budzą się i ranią bliskich sobie ludzi.

Czterdziestoletnia pisarka Ola i jej partner, reżyser teatralny Robert, postanowili spędzić Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra w niedawno kupionym domku na Mazurach. Para po przejściach, z bagażem pretensji do byłych małżonków, kłopotami z dorastającymi dziećmi nie potrafi spokojnie rozmawiać. Zaczyna się kłótnia, pojawiają się wzajemne oskarżenia. Robertowi nie układa się w pracy, a Ola ma za mało czasu, zarabianie pieniędzy pochłania ją bowiem od rana do wieczora. Dzięki temu chce zapewnić córce jak najlepszą edukację, modne ciuchy, nowoczesny sprzęt i tak dalej. Jednym słowem „szczęście”. Trwa Wigilia. Pada śnieg, jest mróz, a na odludziu, na którym przebywają bohaterowie, nie działa internet, z trudem można zadzwonić z telefonu komórkowego, bo zasięgu też nie ma. Ola zabrała ze sobą córkę, Klaudię, ale ta po awanturze z Robertem zamknęła się w swoim pokoju i jedynym znakiem życia, który daje, jest muzyka, przeraźliwie głośno puszczana.

Kobieta i mężczyzna, dwoje dojrzałych ludzi, którzy prawdopodobnie znają się dość długo, grają w słówka-skojarzenia. Jedna osoba podaje słowo, druga odpowiada. Warunek – nie można użyć więcej niż jednego określenia. Sprawę dodatkowo komplikuje ktoś, kto ciemną nocą puka do drzwi. I nie jest to bynajmniej Święty Mikołaj! Zanim młody mężczyzna zostanie wpuszczony do środka, jeszcze na progu traci przytomność. Ola bez wahania próbuje udzielić mu pomocy, jednak Robert jest bardziej sceptyczny. Młodzieniec wciąż ani drgnie, a nad nim toczy się coraz bardziej zacięta walka na słowa. Słowo „zabawa” jest kluczem do tej historii, punktem wyjścia do przyjrzenia się rodzinie i związkom. Bohaterowie pewne rzeczy przed sobą ukrywają, starają się mniej lub bardziej zabawowo potraktować sprawy, które nie są wcale śmieszne. „Podobnie bawią się z nami nasze dzieci, a my bawimy się z nim” – wyjaśnia Izabela Kuna.

Ten konkretny dzień i to Boże Narodzenie 2016 roku wcale nie jest takie niezwykłe. To jeszcze jeden element ciągu innych podobnych wieczorów, pełnych goryczy i obojętności. Po prostu trochę więcej kłamstw i udawania przy okazji opłatka popijanego alkoholem. Autor tekstu wspólnie z panią reżyser próbują nakreślić portret psychologiczny patchworkowej rodziny, w której pieniądz stanowi antidotum na kłopoty z dziećmi, a sex zastępuje szczerą rozmowę między kobietą i mężczyzną. Pozornie bliscy sobie, może nawet kochający się, w rzeczywistości Ola i Robert są jak dwoje obcych. Spektakl eksponuje niezdolność do wzajemnego komunikowania się – bolesną i zarazem dość powszechną wśród zapatrzonych w ekrany laptopów ludzi. Bohaterowie używają ostrych słów, głównie niecenzuralnych, a kiedy nerwy puszczają, krzyczą i miotają się. Są takie momenty, kiedy aktorzy zachowują się z dużą dozą przesady. I wtedy przestają być autentyczni. Dotyczy to zwłaszcza stylu gry Anny Moskal. Oczywiście pozostajemy w klimacie komediowym i być może stąd ten przerysowany sposób gry? Partnerujący aktorce Marcin Perchuć gra mniej ostro, z większym wyczuciem, dzięki czemu wydaje się „prawdziwszy”.

To prawda, spektakl może się podobać, bo jest śmiesznie, trochę skandalizująco, trochę wulgarnie, momentami nawet smutno. Tekst jest zgrabnie napisany, nie nuży, humor ma moc, nieco ironii doprawia całość, a widzowie chichoczą. Muzyka, światło, scenografia, blask lampek i biały obrus budują klimat. Ale to wciąż za mało. Diagnoza naszych rodzinnych kłopotów nie wnosi niczego nowego, nie porusza. Teza, iż opłatek, choinka, tradycja pojednania w wigilijny czas niczego nie zmienią, bo mieszczańska obłuda, ksenofobia i zimne serca pozostaną, nie jest odkrywcza. Doceniam wysiłek aktorów, w tym artysty młodego pokolenia, Bartosza Saka, który na deskach Polonii wystąpił po raz pierwszy. Obok doświadczonego Marcina Perchucia radzi sobie całkiem nieźle. Nie zmienia to faktu, iż przeboju nie będzie (tak mniemam), a „Zabawa” pozostanie jedną z wielu śmieszno-gorzkich komedii dla dorosłych, rozrywką na jesienno-zimowy czas i tyle.

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2018 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni