kup bilety online

Komunikat prasowy

Danuta W., czyli spowiedź bohaterki

Pamiętam, że kiedy przeczytałem książkę Danuty Wałęsy „Marzenia i tajemnice” (choć nie wiem, czy jako autor nie powinien dobitniej zostać wskazany Piotr Adamowicz), pomyślałem sobie  - no, to będzie trudne do przełknięcia dla najsłynniejszego przywódcy NSZZ „Solidarność”. Wszyscy znamy jego twardy charakter, wyraziste poglądy i nieprzejednaną naturę. Słowa żony musiały zaboleć. A jednak właśnie z uwagi na ich siłę czytelnicy uwierzyli w prawdę płynącą z kart książki. Poznali ukryte dotąd oblicze życia z człowiekiem, którego wielka polityka pochłonęła na całe niemal dorosłe życie.

            Krystyna Janda adaptując ten tekst na scenę, wyłuskała wszystko to, co sprawiło, że książka Wałęsy spotkała się z tak wielkim odzewem społecznym. Oddała głos kobiecie, która całe swoje życie musiała podporządkować idei, a także mężowi, który w związku był bóstwem, przywódcą, uzurpatorem (odpowiednie słowa można dodać samemu…). Aż przyszedł czas, gdy postanowiła o siebie zawalczyć. I wygrała!

Sama… - to słowo jak bumerang powraca, gdy słucha się przez dwie i pół godziny, co Danuta Wałęsa (Janda) mówi do nas ze sceny. Wszyscy twierdzą, że aktorka celowo nie udaje bohaterki przedstawienia, tylko jest sobą, bo ma eleganckie buty, ładny strój, nawet w kuchni. Nic bardziej mylnego – to właśnie nasza bohaterka, tylko już nie ta zahukana, stłamszona, ale świadoma swojej wartości, walczącą o prawo do życia nie tylko światłem odbitym.

            Ciepła, a zarazem surowa scenografia, ot - duży stół, na nim typowe kuchenne utensylia, trochę mąki, misa jabłek, przyprawy… Danuta W. przygotowuje sobotnie ciasto, taki domowy rytuał. A my, jakby zaproszeni, by przysiąść na chwilę przy tym kuchennym stole, słuchamy, jak opowiada o swoim życiu, o tym, jak zakochała się w człowieku, którego wciągnęła historia! Rodziła mu dzieci, trwała przy nim w dostatku i biedzie, zdrowiu i chorobie, rezygnując z własnych ambicji dbała o szczęście  innych.

            Skromna i szczera kobieta wbrew sobie została wciągnięta w szpony polityki, czasem beznadziejnie głupiej, czasem ważnej dla losów całego narodu. Czy tego chciała? Nie miała nic do powiedzenia. Rodziła dzieci, doglądała domu, często nawet nie wiedząc, że coś się dzieje. Dzieci wychowywała sama, nie mając pieniędzy, radziła sobie jak mogła. Bywało, że nie miała już sił i bała się, że zostanie zupełnie sama. Tak było choćby, gdy w święta zabrano jej męża na przesłuchanie. Nie wiadomo było, czy wróci, czy mu czegoś nie zrobią. Wtedy, w zaawansowanej ciąży, biła pięściami w szyby samochodu panów z SB i krzyczała, żeby jej tego nie robili, że nie mają prawa. Wyrzucała z siebie cały gniew na źle urządzony świat.

            A potem znów zostawała sama z kłopotami, gdy mąż internowany, gdy trzeba było dziecko przewinąć, zupę ugotować. Sama… Ludzi w domu zawsze było pełno, znanych i nieznanych, tych, którzy ramię w ramię z Lechem Wałęsą walczyli o nową, wolną Polskę i tych, którzy tylko chcieli się ogrzać w blasku jego sławy. O niej – nikt nie myślał. Nawet, gdy decydowano za nią, że ma jechać odebrać Nagrodę Nobla, albo być prezydentową. To się wszystko działo obok – ona tylko musiała sprostać, wykonać zadania. Zbuntowała się tak późno. Myślała, że gdy mąż odejdzie z polityki, odpoczną wszyscy, będą mieli czas dla siebie. Wreszcie tylko dla siebie. Pomyliła się. Coś się skończyło, coś zamknęło. Ale wtedy nie chciała już z pokorą przyjmować swego losu. Wyszła z cienia z przytupem, gromko wyrażając, czego jej brakuje. Wywołała szok. Lawinę komentarzy feministek, mocne publiczne odpowiedzi męża. I szacunek, ogromny szacunek milionów Polaków, którzy wreszcie zaczęli widzieć w niej wrażliwą kobietę, która cierpi.

            To nie jest tak, że Danuta W. to wiecznie nieszczęśliwa kura domowa, której nagle zachciało się emancypacji. To bohaterka, która zgodziła się na swoją rolę w życiu legendy. Śmialiśmy się wszyscy z tej słynnej pomidorówki, wielu mówiło, że takiej prezydentowej nie chcieliby dla Polski, tymczasem po „Danucie W." zaczynamy zastanawiać się, czy mógłby funkcjonować pan W., gdyby nie było Danuty?

            Spektakl nie ukazuje niczego, czego byśmy już nie wiedzieli, albo czego byśmy się raczej nie spodziewali. „Danuta W.” mówi jednak do nas wprost, otwartym tekstem, dlatego tak mocno nas to dotyka.

            Proste słowa, prawdziwe i wymagające wielkiej odwagi. Biografia, na bazie której mógłby postać niejeden film. Ta rola to wyzwanie dla Krystyny Jandy. Oto bowiem kobieta, która nigdy się nie boi mówić tego, co myśli, musi wiarygodnie pokazać rodzącą się dopiero wolę samostanowienia kobiety, której hart ducha ukształtowała najnowsza historia Polski.

            Monodram w reżyserii Janusza Zaorskiego będzie zapewne grany do końca świata. Ma w sobie potężną dawkę emocji, wzrusza i uczy, jak być bohaterem nawet gdy wcale nie ma się na to ochoty. 

P.s.  Zapach szarlotki, który w czasie pieczenia wypełnia salę, jest jednym z najbardziej niespodziewanych doznań, jakie można sobie wyobrazić w teatrze. Smak zaś... ale to już sprawdźcie sami, wybierając się do Teatru Polonia!

 

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od M.St. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2017 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni