kup bilety online

Komunikat prasowy

CZY NASZ ŚWIAT JEST NA TO GOTOWY?

Iwa Poznerowicz, www.teatrdlawas.pl

Najnowsza premiera w Teatrze Polonia jest spektaklem poruszającym, ale i trudnym. To zasługa aktorów: Krystyny Jandy, Pawła Ciołkosza, Antoniego Pawlickiego i Antoniego Zakowicza, jak również tematu poruszonego w świetnym tekście autorstwa Terrence’a McNally’ego. Zastanawiałam się nad pytaniem, które nie pada ze sceny, ale pojawiało się w mojej głowie przez cały spektakl: kto bardziej cierpi po stracie syna i kochanka? Matka czy partner? I kto ma większe prawo do okazywania tego cierpienia?

Prawie pusta scena. Pod ścianami jakieś skromne kanapy, poduszki, trochę książek ułożonych w stosy. Na środku mały stolik i dwa fotele. W tej scenerii pojawia się Ona. Matka. Otulona w futro, milcząca, najeżona niechęcią. W każdym wypowiedzianym, czy wręcz wymuszonym słowie, ruchu głowy widać, że nie chce tu być - wizyta w tym mieszkaniu i rozmowa z byłym partnerem jej syna jest dla niej cierpieniem. Katharine Gerard to matka Andre - zdolnego młodego aktora, który piętnaście lat temu zmarł na AIDS. Michael Porter to były kochanek jej syna. Katharine jest od niedawna wdową, przyjechała żeby oddać pamiętnik syna, ale tak naprawdę pragnie obciążyć Michaela swoim cierpieniem. Jest zaskoczona, że ma on nowego partnera / prawdziwego męża - Willa Ogdena i że obaj wychowują swojego syna. To, że Michael ułożył sobie życie wyraźnie ją denerwuje. Za wszelką cenę stara się zdeprecjonować uczucia, jakimi mężczyzna darzył jej syna. Trudno jej przyjąć do wiadomości informacje o niewierności Andre (to on zdradzał i zaraził się AIDS), o oddaniu Michaela, czy siedmioletniej żałobie mężczyzny. To wszystko nie ma dla niej znaczenia. Ważne jest tylko to, że Ona - Matka straciła syna - jej cierpienie jest dla niej najważniejsze. Inni się nie liczą. Powrót do domu Willego z Nickiem - wspólnym synem pary - jeszcze bardziej wyprowadza ją z równowagi. Will to młody pisarz, który żyje w zupełnie innym świecie. Kocha Michaela, jest jego oficjalnym mężem, wychowują wspólnie syna. Ale podskórnie jest zazdrosny o Andre, czasami ma wrażenie, że żyje w cieniu mężczyzny, którego nigdy nie znał. Dla niego tamte czasy, kiedy homoseksualiści nie mogli oficjalnie zawierać małżeństw i mieć dzieci, to - jak sam mówi - okres, gdy „świat nie był jeszcze na to gotowy”. Teraz jest inaczej i właśnie w tym innym duchu wychowują swojego syna. Jest to wychowanie pełne tolerancji, otwartości, odwagi, zrozumienia dla drugiego człowieka i jego złożonej natury. Nick, jak na siedmiolatka przystało, zadaje mnóstwo zwyczajnych, prostych, pytań, które są bardzo trudne dla Katharine. Dla niego jest starszą panią, która odwiedziła jego ojców i mogłaby zostać jego babcią. Bo on nie ma babci, a chciałby ją mieć. I ten młody chłopczyk, nieobciążony żadną traumatyczną przeszłością, wprowadza cień nadziei w samotne życie Katharine, nadziei niewypowiedzianej słowami, ale zagranej poza nimi, przesłanej do widzów w ostatniej scenie.

Aktorzy w tym spektaklu zasługują na szczególne wyróżnienie. Chyba największe wrażenie zrobił na mnie Paweł Ciołkosz w roli Michaela. Jego interpretacja roli była ascetyczna, ostrożna, delikatna, ale nie było w tym nic zniewieściałego. Każde jego słowo, wszystkie gesty uwidaczniały, jak bardzo kochał Andre. Po siedmiu latach żałoby ułożył sobie życie, ale nadal dawne czasy i tęsknota za poprzednią miłością są żywe w jego myślach. Ma świadomość tego, że nie mógł nic zrobić, nie mógł pomóc swojemu utalentowanemu partnerowi. Mógł tylko wybaczyć i być z nim do końca. Rola Ciołkosza to doskonała prezentacja tego, jak pięknie i prawdziwie można oszczędnymi środkami przekazać tak wiele trudnych do wyartykułowania emocji.

Krystyna Janda, jako Katharine, gra bardzo powściągliwie, emocje i nerwy trzyma prawie cały czas na uwięzi. Są momenty, kiedy pokazuje, że rozumie tęsknotę i żal Michaela, ale już za chwilę, gdy tylko ma wrażenie, że mężczyzna się troszkę otwiera, „atakuje”, by udowodnić, że jej żal, żałoba i tęsknota są zdecydowanie większe i głębsze. Nie rozumie Michaela, ale wie też, że ten mężczyzna, do którego ma żal, bo „zrobił z jej syna geja” jest ostatnim łącznikiem ze zmarłym jedynakiem. Tylko z nim może rozmawiać o Andre, tylko z nim może go wspominać. To rola, w której Krystyna Janda jest zagubioną, samotną kobietą, która nie rozumie i nie chce zrozumieć nowego życia. Nie chce się na nie otworzyć. Rola bez wątpienia wybitna, która dzięki prawdzie aktorskiego wyrazu na długo pozostaje w pamięci.

Zupełnie inny jest Willy w interpretacji Antoniego Pawlickiego. To facet na dużym luzie, trochę bezczelny, pozornie pewny siebie, ale jemu też jest ciężko żyć w cieniu Andre. Trochę się boi, że wizyta Katharine może zburzyć jego spokojne życie, choć może bardziej niepokoi go przeświadczenie, że może to osłabić miłość Michaela.

Jedyna rzecz, jakiej mi zabrakło w spektaklu to bliższej relacji między mężczyznami. Zabrakło tego czegoś, co by mnie utwierdziło w przekonaniu, że są szczęśliwym małżeństwem, że są w tym związku spełnieni. Oczywiście wyznają sobie miłość, ale miałam wrażenie, że tak mówią o swoich uczuciach pary mające wieloletni staż w byciu razem. Trochę to brzmiało jak wyznania na odczepnego, wypowiadane jakby dla świętego spokoju. Choć może wynikało to z faktu pojawienia się w ich domu kogoś, kogo się zwyczajnie nie spodziewali?

Nick to debiut dziewięcioletniego Antoniego Zakowicza, który jest szalenie naturalny, świetnie odnajduje się w trójkącie zawodowych aktorów. I to on otwiera Katharine na nowe życie. Ostatnia scena, grana bez słów, jest potwierdzeniem pozytywnej energii przepływającej pomiędzy obojgiem. Świat może się zmienić, ale oni już znaleźli nić porozumienia i wzajemnej akceptacji.

Jestem pod olbrzymim wrażeniem spektaklu, nie tylko gry aktorów, ale także - a może przede wszystkim - tematu jaki został w nim poruszony. Nie potrafiłam oderwać się od myśli rezonujących z otaczającą nas rzeczywistością. Śmiem podejrzewać, że do amerykańskiego przykładu innego modelu rodziny, jaki został przedstawiony na scenie w Teatrze Polonia, nigdy nie dojdziemy - i to jest konstatacja bez wątpienia bardziej niż przykra. A przecież każdy ma prawo być szczęśliwy, ma prawo kochać i być kochany. Niestety dzisiejszy świat, otaczająca nas rzeczywistość z pewnością nie jest na to jeszcze gotowa. I czy w ogóle kiedyś będzie?

 

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2017 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni