kup bilety online

Komunikat prasowy

Jerzy Stuhr, wersja de luxe

Joanna Derkaczew, Gazeta Wyborcza nr 102 online

Nie boi się, choć teatr gwiazd nie jest dziś w cenie. Stał się synonimem teatru fałszywego, kabotyńskiego. Z kategorii "sztuka" spadł do działu "usługi", wybrać się do teatru "na aktora" to tyle, co nie mieć ambicji. Reżyserzy traktujący teatr poważnie i misyjnie tępią wśród aktorów pretensje do tworzenia kreacji. Stawiają na grę zespołową. A jednak hasło "wirtuozerski popis wielkiego aktora" ciągle działa na widzów.

Tą znaną z XIX-wiecznych afiszów formułą Andrzej Seweryn od kilku sezonów reklamuje swój spektakl "Wyobraźcie sobie... William Shakespeare" (Teatr Słowackiego w Krakowie), kompozycję fragmentów ze sztuk stratfordczyka. Nie zawahał się też sięgnąć po nią Jerzy Stuhr. Zdecydował się uczcić 40-lecie pracy aktorskiej, występując w widowisku złożonym z trzech jednoaktówek Czechowa ("Niedźwiedź", "Oświadczyny" i "Historia zakulisowa").

Z zestawienia tekstów nie powstaje zwarta fabuła, łączy je za to nastrój nostalgii. Wystawiona w Teatrze Polonia składanka to nie opowieści o świecie, ale o aktorze. Do czego jeszcze jest zdolny? Jaką ma skalę, jakie spektrum emploi?

Występ w spektaklu złożonym z wyimków to przywilej gwiazd, które nie muszą się już z nikim ścigać ani udowadniać, że mają artystyczne ambicje. Zamiast poszukiwać nowych form, mogą sprawić trochę przyjemności sobie i widzom. Korzystały z tego chętnie aktorskie legendy jak Helena Modrzejewska czy Sarah Bernhardt. Ruszały w tournée ze składankami monologów największych heroin. Nikt nie zarzucał im "gwałtu na klasykach" czy występowania przeciwko duchowi dzieła. Chodziło o akrobatyczny popis mistrzowskiego warsztatu.

W "32 omdleniach" Jerzy Stuhr pozwala sobie na luksus staroświeckiego gwiazdorstwa. Wciela się to w porywczego grubianina, to w rachityczną ofermę, to znów w człowieka dojrzałego, mającego dystans do swoich dokonań i słabości. Sceny kłótni z partnerującymi mu Krystyną Jandą i Ignacym Gogolewskim to poważne wyzwanie dla osób pragnących uchodzić za opanowane. Gdy w "Niedźwiedziu" wyzywa Krystynę Jandę na pojedynek, by zaraz odkryć w sobie miłość do niej, widownia na przemian dusi się ze śmiechu i płaczu. Apopleksja w jego wykonaniu jest akrobacją na powiekę, łydkę i lewy łokieć - godną Harpo, jednego z braci Marx. Wygłaszając w "Historii zakulisowej" monolog aktora prowincjonalnego, komedianta z wyboru, nie jest już cyrkowcem, ale partnerem do rozmowy. Tworzy atmosferę zwierzenia, spotkania. Upomina się o prawo do wygłupu. Tekstem Czechowa przyznaje się, że popis na scenie sprawia mu autentyczną satysfakcję.

W trzech jednoaktówkach nie pojawia się na scenie niemal żaden rekwizyt - jedynie trzy krzesła, jakaś karafka, wieszak. A jednak widowisko jest gęste, intensywne, bezpretensjonalne. Aktorzy nie wstydzą się mizdrzyć i zabiegać o aplauz. Krystyna Janda triumfuje w swoim emploi histerycznej paskudy. Ignacy Gogolewski uśmiecha się przewrotnie jako potulny sługa, który swoje wie.

I co z tego, że każdy wybitny koncert aktorski ma w sobie coś ze sztuki cyrkowej?

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od M.St. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2017 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni