kup bilety online

Komunikat prasowy

"Danuta W."- najbardziej polityczne przedstawienie Jandy

Roman Pawłowski, http://wyborcza.pl

Spektakl "Danuta W." pokazuje, że do licznych klęsk "Solidarności" trzeba dodać jeszcze jedną: osobistą klęskę żony Lecha Wałęsy, przywódcy związku.

Jest na scenie sama, tak jak sama w życiu jest jej bohaterka. Na początku przedstawia ją z imienia, nazwiska i miejsca urodzenia, wymienia najważniejsze daty z jej biografii: pierwsze spotkanie z przyszłym mężem, ślub, narodziny kolejnych dzieci. Potem staje za stołem i zaczyna obierać jabłka na szarlotkę, nie przerywając monologu. Czasem tylko jej ręce zastygają nad obierkami, kiedy wspomina najtrudniejsze chwile z życia Danuty W.: 12-godzinny poród pierwszego syna, pierwsze aresztowanie męża i zapaść, kiedy pogotowie zabrało ją z domu.

Od samego początku Krystyna Janda zaskakuje tym, że nie gra. Nie udaje dziewczyny ze wsi, która zakończyła edukację na podstawówce. Nie wciela się w matkę ośmiorga dzieci, której rytm życia wyznaczały kolejne ciąże i porody. Jest sobą: warszawską aktorką, właścicielką modnego teatru, gwiazdą. Manifestuje to, chodząc po scenie w szpilkach. Jej bohaterka nigdy nie założyłaby szpilek do kuchni. W szpilkach trudno stać przez kilka godzin za garami, przewijać małe dzieci, odprowadzać do szkoły starsze, dźwigać siaty z zakupami. Ale my nie jesteśmy w kuchni w bloku na gdańskiej Zaspie, ale w Teatrze Polonia w Warszawie. Tutaj szpilki są na miejscu, podobnie jak designerski stół ze szkła i szklany piekarnik.

Paradoksalnie ten efekt obcości sprawdza się w przedstawieniu doskonale. Janda zamiast grać Danutę Wałęsę - relacjonuje jej życie, nie przestając być sobą. Aktorski obiektywizm pozwala jej z całą ostrością, bez ckliwości, wydobyć dramat Danuty W. Pokazać klęskę życia kobiety, której życie upłynęło w cieniu męża. Przedstawić samotność, rozczarowanie i rezygnację.

Adaptując książkę Danuty Wałęsy na scenę, Janda odrzuciła dygresje na temat wychowania dzieci, opinie o bliższych i dalszych przyjaciołach, uwagi na temat wielkiej polityki. Zrezygnowała z botaniczno-ogrodniczych metafor. Pozostawiła samą istotę: relację Danuty i Lecha. Wałęsa jest drugim bohaterem tego przedstawienia, nieobecnym na scenie, tak jak nieobecny był w codziennym życiu bohaterki. Jest takie znakomite zdjęcie, bodaj z początków stanu wojennego, na którym Danuta siedzi z dziećmi na tle zawieszonej na ścianie fotografii przywódcy "Solidarności". Ten obraz w symboliczny sposób opisuje rodzinę, w której zawsze brakowało jednej osoby. O tym jest to przedstawienie.

Janda prowadzi nas od marzeń wiejskiej dziewczyny, która chce spełnić się jako żona i matka, do rozgoryczenia kobiety, pozostawionej sam na sam z codziennymi problemami, dziećmi, domem, zaopatrzeniem. Jej mąż żyje na innej planecie, pochłonięty działalnością polityczną. Od swoich spraw trzyma ją z daleka, nie konsultuje decyzji, które dotyczą całej rodziny, takich jak udział w strajku czy kandydowanie na prezydenta. Jej pragnienia i potrzeby są zawsze na drugim miejscu.

Obok osobistej historii małżeńskiej jest w tym spektaklu także druga, równie ważna warstwa, która czyni z "Danuty W." wypowiedź polityczną: problem kobiecej emancypacji. Danuta Wałęsa przerwała monopol mężczyzn na opowiadanie historii, w swoim spektaklu Krystyna Janda oddaje jej głos - kobiecie, która z własnej perspektywy patrzy na polską rewolucję. Ta kobieca narracja jest zupełnie inna niż męska, znana choćby ze spektaklu Pawła Demirskiego i Michała Zadary "Wałęsa. Historia wesoła, a ogromnie przez to smutna" z Teatru Wybrzeże z 2005 roku, opartego także na książce wspomnieniowej: "Drodze nadziei" Wałęsy. W tamtym przedstawieniu najważniejszym wydarzeniem 14 sierpnia 1980 roku był skok Wałęsy przez stoczniowy płot i wybuch strajku. Tutaj najważniejszym zdarzeniem tego dnia jest rejestracja kolejnego dziecka Wałęsów w urzędzie, której zresztą pod nieobecność męża dokonuje sąsiad. Pierwsze miesiące "Solidarności" to nie euforia, ale gehenna remontu w mieszkaniu na Zaspie zamienionym na biuro. A stan wojenny jest traumatycznym przeżyciem nie z powodu czołgów na ulicach, ale zagrożonej ciąży.

W tle za aktorką migają dokumentalne zdjęcia ze strajków, zamieszek, politycznych negocjacji, ale prawdziwe życie rozgrywa się gdzie indziej: w kuchni, w sklepie, na spacerze z dziećmi. Kiedy na wielkim ekranie historii mężczyźni walczą o władzę, w kuchni za stołem, przy którym Janda przygotowuje ciasto, trwa nieefektowna, codzienna walka kobiet o przetrwanie rodziny.

Z tej perspektywy nawet Pokojowa Nagroda Nobla dla Lecha Wałęsy ma inny sens. Danuta jedzie do Oslo po jej odbiór nie tylko jako przedstawicielka "Solidarności" i żona działacza opozycyjnego, ale przede wszystkim jako kobieta, która po raz pierwszy w życiu wychodzi z cienia i się usamodzielnia. Pokazany na wideo fragment jej wystąpienia podczas noblowskiej ceremonii staje się manifestem kobiecej siły i niezależności.

To odwrócenie perspektywy każe na nowo spojrzeć na polską rewolucję lat 80. i rolę w niej kobiet. Chociaż strajk w Stoczni Gdańskiej wywołało zwolnienie z pracy kobiety Anny Walentynowicz, to jednak cała późniejsza walka była dziełem mężczyzn. Miejsce kobiet było pod bramą, z dzieciakami i żywnością. Henryka Krzywonos, tramwajarka, która wywołała strajk komunikacji w Trójmieście, to wyjątek potwierdzający regułę. Spektakl Jandy jest polityczny, bo oddaje głos kobietom, które zostały wykluczone z udziału w historii. Zastąpienie w tytule nazwiska bohaterki inicjałem jest symboliczne. To nie jest biografia żony związkowego przywódcy, ale wszystkich kobiet, które tak jak ona zostały odsunięte od udziału w przebudowie społecznej Polski i sprowadzone do roli kur domowych. „W tym domu była » Solidarność «, ale zapomniano, że jest też rodzina” - mówi w pewnym momencie Janda i to zdanie wiele mówi o charakterze polskiej rewolucji. Może gdyby kobiety wzięły w niej większy udział, żylibyśmy dzisiaj w innym świecie?

Jednego tylko brakuje w tym świetnym przedstawieniu: buntu. Nie może go być, bowiem nie ma go także w książce. Danuta W. walczy o swoją niezależność, ale nie zdobywa się na bunt i odejście od męża. Byłoby to podważenie tradycyjnych wartości, które są fundamentem jej świata. Aby zbuntować się, musiałaby postawić sobie pytanie, dlaczego rola kobiet w polskim społeczeństwie ograniczona jest tradycyjnie do rodzenia i wychowania dzieci? I dlaczego wiele kobiet to akceptuje, łącznie z nią samą? Bez pytania o kulturowe przyczyny dyskryminacji kobiet, bez pytania o polski katolicyzm, o patriarchalną kulturę, "Danuta W." pozostaje spektaklem w pół drogi między indywidualnym dramatem a feministycznym manifestem. Ale już sam fakt, że takie przedstawienie pojawia się w teatrze głównego nurtu, budzi radość.

Kasa i foyer teatru są wynajmowane od m.st. Warszawy - Dzielnicy Śródmieście

Mecenas
Technologiczny
Teatrów

Doradca
Prawny
Teatrów

Wyposażenie teatrów
dofinansowano
ze środków

PREMIERY W 2017 R.
DOFINANSOWANE PRZEZ


Patroni medialni